poniedziałek, 2 marca 2015

Vanity Fair - William Makepeace Thackeray (w Simple English)

Puszek również chętnie czyta ;)
Wyobraź sobie, jesteś sierotą, nie do końca wiesz jak radzić sobie w życiu, gdzie iść. Nie masz rodziców, którzy by Ci pomogli, pokierowali. Sam wybierasz każdą drogę, musisz starać się jak to tylko możliwe, by zapewnić sobie samemu godne życie. Jak daleko się posuniesz? Czy w swej próżności i zachłanności zaczniesz w końcu nawet ranić bliskich czy pozostaniesz im wierny? Dodam, że jesteś młodą dziewczyną żyjącą w XIXw. i jesteś z niższych klas społecznych, co oznacza, że Twoja sytuacja jest jeszcze gorsza.

W takiej pozycji znalazła się Rebecca Sharp, jedna z głównych postaci "Targowiska próżności" Williama Thackeray. Muszę przyznać, że jest to osobowość jedyna w swoim rodzaju, raz się ją kocha i jej współczuje, za jakiś czas nienawidzi, po chwili znów odczuwa się wobec niej jakąś odrobinę wyrozumiałości.

Nawet mimo okrojonej wersji książki, którą miałam (po angielsku, uproszczona, mocno skrócona dla uczących się języka) Rebecca wywołała we mnie tak skrajne uczucia, że niejednokrotnie miałam na nią ochotę krzyczeć jak Anita z BookReviews, z tym, że ona krzyczała na inną Rebeccę. Becky używa wszelkich intryg by tylko zdobyć to czego pragnie i zapewnić sobie życie pełne wygód.

Wraz z Rebeccą poznajemy uroczą Amelię Sedley, całkowite przeciwieństwo i jednocześnie przyjaciółkę Becky. Nie będę się może zbytnio rozpisywać na jej temat. Amelia jest zdecydowanie postacią budzącą sympatię. Cały czas serdecznie jej kibicowałam mając nadzieję, że tym razem los się do niej uśmiechnie.

Co do mężczyzn z "Targowiska próżności", moje serce skradł kapitan Dobbin. Szarmancki mężczyzna przedkładający szczęście ukochanej nad swoje własne, taki który mimo długiej rozłąki, wcześniejszego małżeństwa wybranki serca, cały czas ją kocha, odpowiedzialny, inteligentny. Moje drogie panie, która z nas nie chciałaby takiego mężczyzny?

W momencie gdy wybierałam z półeczki "po angielsku" w bibliotece, miałam do wyboru cały rząd nowych książek, jednak właśnie ta do mnie przemówiła swoją okładką, sylwetkami postaci z XIX w., swoimi starymi, styranymi wiekiem kartkami, delikatnymi, jakby rysowanymi piórkiem postaciami. Zdecydowanie nie żałuję chwil spędzonych z tą pozycją. jedyne czego żałuję, to że nie przeczytałam całości. Klimat tego wieku bardzo trafia w mój gust. Uwielbiam czytać o tych wszystkich damach, eleganckich mężczyznach, gdy całość jest owiana taką delikatnością i wyniosłością. Nie ważne czy są to dwory wielkich królów czy zwykłe dworki wiejskie, każdy ma swój urok i ten sam czar do mnie przemówił z "Targowiska próżności".


Odnosząc się do tego czy warto czytać książki w simple english. I tak i nie. Na dole każdej strony są przypisy z objaśnieniami trudniejszych zdań, z tyłu mamy podręczny słowniczek. To jest na zdecydowany plus. Jednak cała treść książki jest znacznie zubożała, cierpi na tym nasz odbiór utworu i wczucie się w przestawianą nam historię. Patrząc zaś ze strony ucznia, jeśli już jesteśmy przygotowani do przeczytania książki w obcym języki, wcześniej czytaliśmy jakieś artykuły, to według mnie lepiej wybrać jakąś prostą, krótką pozycję, nawet książkę dla dzieci typu "Harry Potter" czy "Ania z Zielonego Wzgórza" i tam zetknąć się z prawdziwym, żywym językiem, a nie uproszczonymi zdaniami. Im szybciej rzucimy się na głębszą wodę, tym szybciej nauczymy się sobie z nią radzić.

❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀

Jak możecie zobaczyć (choć nie wiem czy jest na tym blogu jeszcze jakiś czytelnik poza sprawczynią całego zamieszania) pojawił się nowy szablon, którym jestem szalenie zauroczona! A sprawczynią  jest niesamowicie utalentowana Zuzia z bloga kopytkowa.blogspot.com, którą serdecznie polecam. Jedyna drobna poprawka, którą wolałam wprowadzić i nawet nie wiem, czy nie było tak na blogu już wcześniej była większa czcionka, do której byłam zmuszona przez moją krecią ślepotę. :D Całość idealnie trafia w mój gust, i piękne półki w tle, i nagłówek, i przeuroczy avatar, i książeczki pomiędzy postami. Cud, miód i malina! Tym bardziej doceniam, że sama rysuję i wiem jak wiele pracy wymagało stworzenie tej całości. Jeszcze raz, serdecznie dziękuję :)


PS Przepraszam za tak rzadką obecność na blogu, jednak jak wiecie matura, więc nie mam zbyt wiele czasu na blogosferę. Mam nadzieję, że mi to wybaczycie i będziecie trzymać kciuki w maju! :)

4 komentarze:

  1. Ja też uwielbiam czytać o tych wszystkich damach i panującej w tamtych czasach elegancji. Dlatego z pewnością porwę się na książkę. A jeżeli kapitan Dobbin jest choć w odrobinie tak szarmancki jak pan Darcy z "Dumy i uprzedzenia", to już ma moje serce!
    Ja jednak wolę czytać książki po angielsku w ich pełnej treści. Może trochę dłużej posiedzę nad słownikiem, ale przynajmniej nic się nie traci :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To była pierwsza książka na jaką się porwałam, szukałam pełnej wersji jakiejkolwiek książki, jednak w bibliotece nie było niczego poza simple english i tak oto zostałam przymuszona :) Teraz mam pełnego ebooka "The picture of Dorian Gray" i trzeba przyznać, jakość czytania jest o wiele lepsza :)

      Usuń
  2. Ojej! A ja mam tę wersję po mamie, stoi sobie na półeczce... już myślałam, że taka jestem wyjątkowa i nikt jej nie ma, a tu się okazuje, że moja książka ma siostrę! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Podejrzewam, że i tak malutko osób ją ma, jednak jest już bardzo stara :D

      Usuń

Dziękuję bardzo za uwagę. Zostaw po sobie ślad, będzie mi jeszcze milej widząc, że tu byłeś/aś. :)