niedziela, 24 maja 2015

Nie wiem co powiedzieć, czyli "Maszynopis z Kawonu" Tomasza Kowalczyka

Na początku byłam zachwycona i podekscytowana czytając tę pozycję. Później zachwyt ustępował zmęczeniu. Ostatecznie byłam szczęśliwa odkładając książkę, mimo, że niby mi się podobała. Już dawno żadna książka nie wywołała u mnie tak dziwnych i mieszanych uczuć.

"Maszynopis z Kawonu" zdecydowanie nie jest powieścią dla każdego. Bardzo rozbudowane opisy, pełne metafor i niezrozumiałych słów po pewnym czasie zaczynają nużyć, nawet mnie. Po kilku stronach nie miałam już siły sięgać po słownik. Owszem, lubię kiedy książka ode mnie wymaga, kiedy czytając od czasu do czasu muszę zerknąć do słownika sprawdzając znaczenie słów. Lubię też barwne opisy pełne metafor, jednak tu było tego... nieco za dużo. Czuć, że autor raczej skłania się ku pisaniu poezji.

Większość czytelników odrzuci również to, że nie do końca wiadomo, o co w książce chodzi. W jednym momencie bohater znajduje się w realnym świecie, nagle przenosi się jakby do innego wymiaru. Ma to oczywiście swój zabieg, koniec książki wszystko wyjaśnia, jednak nie każdy ma tyle cierpliwości, by czytać coś, w czym nie dostrzega większego sensu, a wydarzenia nie mają jakiegoś logicznego ciągu. Mimo to,
książka ma swój klimat, który tworzą właśnie te wydarzenia, że tak ujmę, "z czapy" i udziwnione opisy. Fabuły tu właściwie nie ma, poszczególne rozdziały to urywki z życia bohatera, niektóre sytuacje są całkowicie nierealne i bardzo dezorientujące. Jak mówiłam, pod koniec okazuje się, że wszystko to miało swój sens i autor dobrze nakreślił to, co dzieje się w umyśle osoby jaką jest główny bohater.

Cały czas miałam wrażenie, że autor usiłuje coś przekazać czytelnikowi, naprowadzić go na jakieś refleksje, jednak tym razem nie do końca umiałam odnaleźć swoją interpretację. Miałam odczucie jakby zbyt dużo było niedopowiedziane.

Nadal jednak uważam, że książka zasługuje na opinię dobrą, taką też przyznałam na lubimy czytać. Podobała mi się? W sumie tak. Czytałam bardzo długo, bo rozciągnęłam ją na chyba dwa miesiące (matura też zrobiła swoje), ale czas spędzony z tą książką nie był czasem straconym. Czy polecę? Nie każdemu, bo nie wszystkim będzie odpowiadała taka forma. Jednak jeśli ktoś lubi pełne poetyckich opisów twory, warto spróbować, może właśnie jemu przypadnie ta książka do gustu bardziej niż mi.

❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀

Kochani, nareszcie wracam po maturach. Nie spodziewałam się ile nerwów i czasu będzie mnie to kosztować. Na szczęście już jestem po, wracam na dawne tory, nabieram rozpędu. Mój organizm dzielnie wytrzymał, zachorowałam dwa dni po ostatnim egzaminie! :D Nic nie obiecuję, ale mam pomysł na kilka nowych notek, więc teraz idę się wyleżeć i wykurować. Mam nadzieję, że za kilka dni wrócę z nowym rozpędem :)

2 komentarze:

  1. a też mam nadzieje, że wrócisz z rozpędem, bo ostatnio blogosfera narzeka na twoją nieobecność:D Czekam z niecierpliwością, a co do posta przeczytałam i może się skuszę. Aktualnie czytam Anie z zielonego wzgórza, a co..:D Pozdrawiam:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ani z Zielonego Wzgórza nie lubiłam, ale całą resztę serii przeczytałam ciągiem! Rillę w ogóle uwielbiam :)

      Usuń

Dziękuję bardzo za uwagę. Zostaw po sobie ślad, będzie mi jeszcze milej widząc, że tu byłeś/aś. :)