wtorek, 9 czerwca 2015

The book od Dragons - Edith Nesbit, czyli o tym jak pokochałam audiobooki

Do dzisiaj pamiętam jak przeglądałam z mamą książki wieczorem w poszukiwaniu obrazka, który by mi powiedział "to dziś czytamy". Później mama czytała mi najróżniejsze baśnie, a ja z krzykiem poprawiałam ją, jeśli tylko przekręciła choćby jedno słowo. Tak, każdą z tych historii znałam na pamięć. A tak właściwie to najczęściej chciałam "Króla lwa" albo "101 dalmatyńczyków", których mama miała po dziurki w nosie.

Podobnie się poczułam słuchając audiobooka The book of dragons Edith Nesbit. To zbiór ośmiu baśni, opowiadających różne historie związane ze smokami. Zdziecinniałam? Może trochę. Jednak uważam, że to świetna pozycja nie tylko dla dzieci. Spędziłam z nią miłych kilka wieczorów i... wysprzątałam pokój. W końcu znalazłam sposób, żeby nawet taki leń jak ja się ruszył. Z audiobookiem wyszło o wiele szybciej i przyjemniej.



Może nie będę już zbędnie przedłużać, bo nawet nie wiem co miałabym więcej powiedzieć. Świetne baśnie, pisane w typowym stylu, tak jakby ktoś opowiadał dziecku historię na dobranoc, co mnie niesamowicie urzekło. W dodatku mamy tu smoki, więc czego mogłabym chcieć więcej?

Ja Księgę smoków słuchałam po angielsku. Audiobooka pobrałam z internetowej biblioteki loyalbooks (kto chce niech klika, ooo... <tutaj>, ebooki też tu są). Warto byłoby napisać nieco dla uczących się angielskiego. Język jest w sumie dość prosty, bez problemu na poziomie średnio-zaawansowanym można zrozumieć co do nas mówią. Całkiem miłe ćwiczenie na słuchanie, lub czytanie, jeśli jednak ktoś tak zdecyduje, ale nie jest tak, że słownictwo jest ubogie. Jest tu kilka ciekawych zwrotów i słów, więc do czytania w celu przyuczenia się języka również polecam.

❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀

Przepraszam, zbierałam się z tą notką od tygodnia i tak czy tak nie jestem z niej zadowolona. Ostatnio w mojej głowie tylko prawko, mam jazdy i niestety absorbuje to większość mojej uwagi. Powiedzcie mi, że nie tylko ja jestem taka ciota, że jeżdżę dobrze tylko jeśli nie ma obok instruktora...

Lecę do Ojca chrzestnego.

Do napisania, 
Weronika

2 komentarze:

  1. Raczej nie jest to tytuł dla mnie. Zdecydowanie wyrosłam z tego typu książek.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja sama sięgnęłam głównie po to, by ćwiczyć język, w książkach dla dzieci zwykle jest prostszy, więc to dobre ćwiczenie przed czymś poważniejszym. No i baśnie zawsze lubiłam, ale to oczywiście kwestia gustu. :)

      Usuń

Dziękuję bardzo za uwagę. Zostaw po sobie ślad, będzie mi jeszcze milej widząc, że tu byłeś/aś. :)