niedziela, 6 listopada 2016

Wyzwanie poliglotki - Raport #2


Tych co wciąż nie wiedzą o co chodzi, zapraszam do Madame Polyglot. A tymczasem oto jak się sprawowałam przez ostatnich kilka dni.

Kolejne dni z niemieckim idą wolno i mozolnie. Udaje mi się wykrzesać z siebie jednak nieco sił i motywacji, żeby zrobić każdego dnia chociaż odrobinkę. Z serialem Deutsch + doszłam do połowy, jeszcze 10 odcinków zostało. Mimo, że wydaje mi się mocno infantylny, to wiem, że przez to jest idealny dla mnie do nauki. Język jest prosty i rozwija się wraz z dalszymi odcinkami, co dla mnie jest dużą zaletą. Nie zniechęca tak mocno jak inne, trudniejsze seriale. 

Poza tym zaczęłam czytać artykuł o tresurze psów. Tak, zaczęłam. Jest dla mnie na tyle trudny i tylu słów nie znam, że muszę ich naprawdę dużo przetłumaczyć, jakieś 50% tekstu. Mimo to się nie poddaję, wypisuję obok tłumaczenia i się ich uczę. W tym tygodniu najdalej postaram się skończyć.

Do tego doszło też nieco starych i dobrych Duolingo i memrise. Chcę sobie wyrobić systematyczność z tymi dwiema stronami w tym miesiącu.

Przyznam, że dziwi mnie jak szybko na tym etapie widać postępy. Angielski mam na dość wysokim poziomie i przez to mam teraz fazę plateau, uczę się sporo i mam o wiele większy kontakt z tym językiem niż w przypadku niemieckiego, a czuję się jakbym stała w miejscu i nie było żadnej poprawy. Niemiecki z kolei teraz idzie mi dość szybko, mimo że poświęcam na niego naprawdę niewiele czasu. Obstawiam, że swój wkład ma też to, że teraz głównie "odświeżam" sobie wiedzę z niemieckiego z czasów podstawówki.

Do napisania, 
Nika

piątek, 4 listopada 2016

Wyzwanie Poliglotki - Listopad z niemieckim

Nie wiem co mnie podkusiło, ale wchodzę w to. Czy to powrót tu na bloga, to sama nie wiem, potrzebuję tylko miejsca do dzielenia się swoimi postępami, tym co zrobiłam danego dnia, żeby choć odrobinę przybliżyć się do wymarzonego celu.

Jak wiecie, jestem na studiach językowych. Wstępnie planuję osiągnąć poziom C2 z angielskiego i B2 z niemieckiego kończąc magisterkę. Mam na to jeszcze 4 lata, na każdy rok przypada jakiś kolejny poziom (wiem, brzmi to ogólnikowo, ale to jest tylko pogląd dla mnie na co pracuję). W teorii dobry plan do realizacji, w praktyce skupiam się na samym angielskim. W dużej mierze wymusza to na mnie uczelnia, jakieś 90% zajęć są w języku angielskim, niemieckiego mamy tylko godzinę tygodniowo. W pracy angielski, w domu jeśli już coś oglądam/czytam, to zwykle po angielsku. W ten sposób zaczynam mieć czasem problemy nawet z polskim, jakkolwiek śmiesznie dla niektórych to nie zabrzmi. Trudno mi było wpleść w to wszystko jeszcze niemiecki, więc wyzwanie Madame Polyglot to świetna okazja, żeby się wdrożyć w naukę kolejnego języka. 

Dlaczego wybrałam niemiecki? Bo mi wstyd. Przez 8 lat w szkole "uczyłam się" niemieckiego. Pierwsze 3 lata szły bardzo dobrze, ale później coś się zepsuło, znienawidziłam ten język i uparłam się, że nie jestem w stanie się go nauczyć. Przez to zapomniałam większość tego co umiałam, doszedł rok przerwy. Muszę przyznać, że moja nauczycielka na uczelni jest naprawdę genialna, ale 1,5h na uczelni tygodniowo niewiele daje, poza tym, że jestem znów w stanie odpowiedzieć na podstawowe pytania.

Zaczęłam od 2'go listopada. W tym czasie udało mi się obejrzeć kilka odcinków Deutsch +, serialu wydanego przez BBC, specjalnie dla osób uczących się niemieckiego i powtórzyć notatki z uczelni. Niby niewiele, ale zdecydowanie czuję poprawę w słuchaniu. Nie muszę już bez przerwy patrzeć na niemieckie napisy, ale sama słyszę co mówią aktorzy. Zapamiętałam też kilka słów, wypisałam parę zdań. 

Wrócę najpewniej za kilka dni i opowiem Wam, co udało mi się zrobić przez ten czas.

Do napisania,
Nika


środa, 28 września 2016

Przerwa od bloga i nadchodzące zmiany.

Witajcie Kochani!

Głupio mi pisać ten post, ale wiem, że zwyczajnie go potrzebuję. W ten sposób będę też w porządku wobec Was. Nie wiem kiedy wracam (ani nie jestem pewna, czy w ogóle wracam). Nie chcę pisać na siłę, bo ani mi to nie wychodzi wtedy, ani nie sprawia radości przede wszystkim. Zaczęłam głównie od książek i przez to sama siebie wpakowałam do worka "blog książkowy", a przyznam szczerze, o ile chętnie piszę o książkach od czasu do czasu, o tyle przez to, że jestem nieco zmuszona teraz do pisania o nich, to się nieco wypaliłam.

Do tego wracam na studia, zaczynam nową pracę i praktyki. Miałam ostatnio troszkę zawirowań w życiu i chcę sobie na nowo wszystko poukładać, wrócić tu i pisać dalej, z tym, że w szerszej tematyce. Co się tutaj pojawi? Nie wiem. Z tego powodu chcę przerwy. W tym czasie będę pisała, szukała swoich tematów, zobaczę co tak naprawdę chcę zrobić z tym miejscem.

Liczę na Wasze zrozumienie. ;)

A póki co, do napisania
Nika

niedziela, 11 września 2016

Book tour: Maybe Someday - Collen Hoover

Zapisując się na booktour starałam się nie oceniać książki z góry, jednak gdzieś z tyłu głowy miałam, że będzie to słaba książka, ale mimo to chciałam w końcu sprawdzić twórczość Collen Hoover. Kiedy zaczęłam ją czytać, moje przekonania się potwierdzały. Nie mogłam się wgryźć w historię, ani polubić bohaterów. Tak po prostu, nie wchodziła mi ta książka i koniec. Jednak przechodząc do rzeczy, o czym jest ta opowieść?
Oboje mają poukładane życie. Ona mieszka z przyjaciółką, jest w stabilnym związku, studiuje i ma całkiem znośną pracę. On z kolei jest muzykiem i komponuje muzykę dla swojego zespołu. Tylko on ma jeden problem, nie może ułożyć słów do swojej muzyki. Kiedy zauważa dziewczynę z sąsiedztwa śpiewającą do jego piosenek, postanawia, że musi ją poznać. Chwilę po tym jej dotychczasowe życie rozpada się na kawałki, co rozpoczyna ogromne zmiany w życiu obojga.

Fabuła najpierw wydawała mi się nieco naciągana, jednak z czasem coraz bardziej podobało mi się jak autorka stawiała nacisk na relację głównych bohaterów. Wszystko tak naprawdę opiera się na tym. Co mi się bardzo podobało, nie było tutaj nagłego wybuchu miłości, jednak stopniowo wszystko rozwijało się, nie było do przesady przesłodzone. Mieli życiowe problemy, z którymi zmaga się też część z nas, co bardzo mi się spodobało. Coś co mi się niesamowicie podobało, to ukazanie dwóch artystycznych dusz i tego jak piękne jest samo tworzenie, tym bardziej wspólne. Nigdy nie czytałam książki, w której byłby ten temat tak dobrze przedstawiony. Przez pewną rzecz ich muzyczna więź była jeszcze bardziej niesamowita, jeszcze bardziej intymna i fascynująca, nie chcę jednak mówić o co chodzi, bo wolę Wam nie spojlerować. Jednak kto czytał, na pewno domyśla się o co mi chodzi. ;)

Bohaterowie mieli wady i zalety. Na początku nie lubiłam nikogo z nich, nawet ociupinkę. Byłam pewna, że Ridge będzie typowym bad boyem, jego współlokatorzy jak jeden mąż byli nieznośni, a sama Sydney to narzekająca buła. Jedyną osobą jaką polubiłam od razu jest Maggie. Z czasem jednak, kiedy więź między Ridgem i Sydney się zacieśniała, ja też przywiązywałam się do nich coraz bardziej. To, że każda postać miała jakieś swoje skazy czyniło ich bardziej prawdziwymi, co chyba każdy czytelnik bierze za plus.

Mam jednak małe zastrzeżenia co do stylu autorki. Momentami był on trochę niedojrzały, czułam jakby przydało się jeszcze jedno edytowanie. Mimo to, nie było strasznie i czytało mi się całkiem dobrze.

Podsumowując, czy polecam? Tak. Jeśli macie ochotę na romans, który nie jest banalny i płytki, to bardzo polecam. Mnie ruszył do tego stopnia, że sama przez tę książkę zrobiłam radykalną zmianę w moim życiu (no, z pewnością nie jest to całkowicie zasługa ksiażki, ale przeczytałam ją zdecydowanie we właściwym czasie), więc sądzę, że to już jest jakiś dowód na to, że jest to powieść dość wartościowa. Odczucia mam nieco mieszane, nieco guilty pleasure, a z drugiej strony coś naprawdę wspaniałego. Z pewnością nie żałuję spędzenia nad tą powieścią całego dnia.

Moja ocena: 7,5/10


Dziękuję Ci, Justyna, za możliwość uczestniczenia w booktourze, i że dzięki Tobie mogłam przeczytać tę powieść. Była to moja pierwsza styczność z wędrującą książką i muszę przyznać, że świadomość tego ile osób czytało tę książkę przede mną była czymś fascynującym. Przez dopiski na karteczkach itp. czułam się jakbym czytała tę książkę razem z koleżanką. Naprawdę coś wspaniałego i cieszę się ogromnie, że się zdecydowałam. :) Pozdrawiam też serdecznie Anie, od której dostałam piękną pocztówkę z Warszawy. Dziękuję Kochana <3 

Do napisania,
Nika

piątek, 2 września 2016

Skąd wziąć darmowe/tanie książki po angielsku?

Witajcie Kochani!

Jak może wiecie, poza angielskim, uczę się niemieckiego. Jako, że raczkuję jeszcze w tej dziedzinie i jestem dość mocno zagubiona jeśli chodzi o poszukiwanie materiałów, pomyślałam, że może się komuś z Was przydać dzisiejszy post, czyli o tym skąd biorę tyle książek po angielsku i nie bankrutuję.

Zdjęcie podebrane z munplanet.com

Post podzieliłam na formaty książek, by osoby szukające jednego formatu nie musiały się przekopywać przez cały post.

Książki tradycyjne

W tym wypadku nie wymyśliłam nic szczególnie oryginalnego. W książki tradycyjne zaopatruję się na allegro, szczególnie u AllThatStuff (który to sklep bardzo serdecznie polecam wszystkim). Można tutaj wyhaczyć książki używane w naprawdę nienagannym stanie, po niskiej cenie. Oczywiście im bardziej rozchwytywany autor i im lepszy stan książki, tym ona droższa, jednak są to ceny w granicach 10 zł (a przy takiej cenie stan książki jest wręcz idealny), a nawet 1zł (przy mniej znanych autorach wciąż książki były w bardzo dobrym stanie). Na AllThatStuff opisy idealnie zgadzają się ze stanem wysyłanej książki, więc tym bardziej polecam.

Warto też zajrzeć do antykwariatów i secondhandów, gdzie też możecie znaleźć tanie perełki.

Ebooki

Pamiętajcie, antypiracimy!
Ebooki same w sobie są dosyć tanie. Jeśli nie chcecie wydawać pieniędzy na czytnik, polecam aplikację kindle na telefon. Wygodna, darmowa, a w dodatku możecie mieć ile książek chcecie przy sobie w każdym momencie. Dodatkowo telefon na wykładach jest dyskretniejszy niż sześciusetstronnicowa książka na ławce. ;) Ebooki możemy zakupić po dość niskiej cenie na amazonie, lub pobrać za darmo ze stron typu Project Gutenberg, loyalbooks czy również darmowo z amazona, w przypadku większości książek, które są w domenie publicznej. Wystarczy w wyszukiwarce amazona wpisać np. "Jane Austen" i szukać darmowych wersji.


Audiobooki

Kolejny raz z pomocą może nam przyjść strona loyalbooks, na której większość książek jest przebrana i wybrane są raczej nagrania lepszej jakości (choć wciąż trafiają się buble). Warto przejrzeć również librivox, gdzie jest tych nagrań zdecydowanie więcej, a kiedy już polubimy jakiegoś lektora, możemy łatwo znaleźć inne nagrywane przez niego książki. Mogę serdecznie polecić moich dwóch ulubionych lektorów, którzy wykonują swoją pracę naprawdę profesjonalnie i słucha się ich z czystą przyjemnością, Mark Smith i Bob Neufeld.
Również youtube przychodzi z pomocą w tym wypadku. Łatwo można przyspieszyć audiobooka słuchając właśnie przez youtube. Sporo książek, które są w domenie publicznej właśnie tam się znajduje, więc warto sprawdzić. Ja zwykle wpisuję tylko "audiobook full" i wybieram spośród tego, co znajdę. Przypominam jednak znowu, antypiracimy, bo można też znaleźć niestety sporo książek, które nie powinny się tam znaleźć.


Mam nadzieję, że post okaże się pomocny. Dajcie znać, o czym jeszcze mogłabym napisać, a co Wam by się przydało.

A wszystkim biednym duszyczkom, które właśnie zaczynają rok szkolny, życzę powodzenia. Wierzę w Was i że znajdziecie czas, by czytać w roku szkolnym!

Do napisania,
Nika

środa, 31 sierpnia 2016

Podsumowanie sierpnia i wrześniowe plany

Dobry wieczór ;)

Kolejny miesiąc już za nami, młodsi muszą od jutra iść do szkoły, studenci mają jednak więcej szczęścia, więc został mi jeszcze miesiąc swobodnego czytania. A tym czasem, oto co przeczytałam w sierpniu.


Miesiąc zaczęłam od English Lovers ReadAThon i dokończenia PS I still love you Jenny Han. Post o całej serii napisany po angielsku znajdziecie <tu>. Jednak wiem, że nie każdy angielski zna, więc może powiem nieco na temat tej serii w tym poście. Muszę przyznać, że mimo bycia typową młodzieżówką, to seria ta bardzo mnie wciągnęła. Ta historia sama w sobie jest po prostu urocza i naprawdę przyjemnie było móc ją czytać. Sądzę jednak, że całość można było zawrzeć w jednej książce, dłuższej, ale bez tego ciągłego krążenia w okół całej sprawy z video. Mam wrażenie, że ten wątek w drugiej części był zwyczajnym zapychaczem. Mimo, że pomysł był dobry, to zdecydowanie zbyt wiele się na nim opierało i zbyt wiele uwagi było mu poświęconej. Jednak wciąż przyjemne czytadło i polecam. ;)


Następną skończoną przeze mnie lekturą jest The Call of the Wild Jacka Londona. Co tu wiele mówić, głównym bohaterem jest pies i już to jest powodem, żebym kochała tę książkę. Drugim jest jeden z moich ulubionych lektorów, czyli genialny Mark Smith. Więcej nie będę mówić teraz, bo szykuję post na temat tej książki.


Klasyki lubię i uważam, że naprawdę warto je czytać. Z tego też powodu sięgnęłam po Venus in Furs Leopolda von Sacher-Masocha. Trudno mi było przebrnąć przez tę lekturę. Z początku wszystko płynęło, jednak mniej więcej w połowie zaczęłam się męczyć czytając. Wciąż jednak uważam, że jest to książka, którą warto przeczytać, a o tym mam zamiar napisać kilka słów więcej w oddzielnym poście.


Lucy Maud Montgomery jest wciąż jedną z moich ulubionych autorek, mimo że w teorii jej książki są dedykowane młodszym czytelnikom. Złocista droga opowiada historię grupki dzieci żyjących na początku XX wieku. Styl jest typowy dla Montgomery, a akcja dość powolna. Dla mnie, idealna lektura na odprężenie i oderwanie się od świata dzisiejszego, chociażby przez inne wartości jakie książka porusza. Cóż, ja zawsze się czułam jak z innej epoki i jakbym kompletnie nie pasowała do tego jak się zachowują ludzie teraz, więc dla mnie była to naprawdę miła odskocznia.


Czy tylko mi okładka się kojarzy z Cacao DecoMoreno? :D
Książka Milewskiego jest czymś, czego w życiu się nie spodziewałam, że przeczytam. Nawet nie wiem w jaki sposób mam ją określić. Powieść? Zdecydowanie nie, bo brak tu fabuły. To po prostu książka historyczna, ukazująca jak dawniej żyli ludzie w Warszawie. Mamy tu najróżniejsze cytaty z gazet, fragmenty tego, co ukazało się w radiu itd. Kto mnie zna, ten wie, że lekcje historii mnie zawsze usypiały, tutaj jednak miło się zaskoczyłam i słuchałam z zaciekawieniem. Również lektor był ogromnym plusem, więc także polecam. Również na temat tej książki chciałabym napisać kilka słów więcej.


Pozachwycać się Maybe Someday mogłam dzięki przekochanej <Justynie>, która zorganizowała booktour z tą książką w roli głównej. Mimo kilku wad jakie ta książka miała, wsiąknęłam w nią na calutki dzień i przeczytałam za jednym zamachem. O tej powieści słyszał już chyba każdy, kto nieco siedzi w świecie książkowym, więc daruję sobie jej opis tutaj. Z pewnością pojawi się oddzielny post na jej temat.


Tajemniczy ogród czytał chyba każdy z nas, ale czy także Małą księżniczkę tego samego autora? Bez zastanowienia mogę powiedzieć, to jest moja najlepsza książka tego roku. Ma w sobie tyle czaru, uroku, piękna, a jednocześnie smutku. Jest to wzruszająca historia dziewczynki, która żyła niczym mała księżniczka, aż jednego dnia straciła wszystko, co miała - ojca, cały majątek i dotychczasowe życie. Z dziecka z bogatego domu stała się dzieckiem żyjącym na łasce innych. Również na temat tej powieści chcę napisać oddzielny post, ale póki co od razu powiem, przeczytajcie to. Koniecznie.


Muszę przyznać, że jestem z tego miesiąca całkiem zadowolona pod kątem czytelniczym. Oto jak prezentuje się mój sierpień w liczbach:

  • postów: 8
  • recenzji: 2
  • książek przeczytanych: 7
  • książek po angielsku: 5
  • książek polskich autorów: 1


Wraz z Kitty z Biblioteczki Ciekawych Książek zorganizowałyśmy maraton czytelniczy po angielsku i mimo małej ilości uczestników, cieszę się, że udało nam się zachęcić kilka osób do spróbowania czytania w obcym języku. W końcu w kupie raźniej. :)


Co do moich planów na wrzesień, mam jeszcze miesiąc wakacji, więc chciałabym wykorzystać ten czas jak tylko mogę, nim mnie przygniecie nawał lektur na uczelnię. Tak więc w tym miesiącu chcę przeczytać:

 

Mam nadzieję oczywiście, że przeczytam zdecydowanie więcej, jednak wolę nie nakładać na siebie zbytniej czytelniczej presji.


Dajcie znać w komentarzach ile książek udało się Wam przeczytać w sierpniu i co macie zamiar pochłonąć we wrześniu. Tym czasem ja idę dla Was pisać kolejną "recenzję".

Do napisania,
Nika

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

"Nawiedzony dom" Joanny Chmielewskiej

Ten kto ma rodzeństwo ten wie, że jest ono najlepszym partnerem w małych, dziecięcych intrygach. Mając jedno, wiecznie kombinujące dziecko w domu, masz spory kłopot. Mając dwie knujące główki w domu, uzupełniające swoje dziwne pomysły, masz o wiele więcej kłopotów.
 - Mój tatuś dostał spadek... 
- Co dostał? - wyrwało się nauczycielce. 
- Spadek - wyjaśniła Janeczka bardzo uprzejmie - To jest taki majątek od kogoś, kto jest nieboszczykiem.

Janeczka i Pawełek to dwójka bystrych dzieciaków, które skutecznie manipulują dorosłymi. Straszą, knują i szantażują. Przeprowadzają się z bloku do kamienicy odziedziczonej po krewnym i właśnie wtedy rozpoczyna się akcja książki. Rodzeństwo zauważa wiele ciekawych zdarzeń, do których dopisuje sobie oczywiście własne teorie. Postanawiają rozwikłać zagadkę, co znajduje się w zamkniętej części i jednocześnie wykurzyć sąsiadkę z mieszkania.

Babcia była przeciw, a dziadek zawsze robi to, co babcia każe, nie ma nic do gadania (...).

Przyznam szczerze, że cały wydźwięk powieści skojarzył mi się ze Scooby Doo. Wścibskie dzieciaki i ich pies krzyżują plany przestępcom. Janeczka i Pawełek są bezczelni, pyskaci, wścibscy, a przy tym niesamowicie rozbrajający. Takie typowe inteligentne i nieco zbyt śmiałe dzieci, których nie da się nie kochać. Książka jest opowiedziana z ich perspektywy, więc tym bardziej nadaje to książce charakteru i komizmu.

Czy jest to powieść wybitna? Czy będę ją wychwalała wniebogłosy, kazała przeczytać każdemu z kim tylko porozmawiam o książkach? Nie. Ta opowieść była lekka, zabawna i umiliła mi wieczór, tak jak miała za zadanie, jednak nie jest to z pewnością literatura wysokich lotów. Fabuła nie jest niczym szczególnie górnolotnym, jednak całość mocno nadrabia głównymi bohaterami i komizmem. Muszę przyznać, że zachowania tych dzieci, były zupełnie typowe, ale przez to, że były ukazane z dziecięcej perspektywy, były naprawdę przezabawne.

Tak więc, jeśli nie szukacie książki z zaskakującą, zawiłą fabułą, która by Was trzymała w napięciu od początku do końca, niczego ambitnego, a jedynie lekkie, zabawne czytadło na jeden wieczór, to serdecznie polecam. Myślę, że dla dzieci będzie to także ciekawa lektura, więc może warto usiąść ze swoim dziesięciolatkiem i poczytać razem z nim.

❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀

Przypominam, że wciąż można wysyłać prace na konkurs maratonowy! Czas do końca sierpnia.

środa, 24 sierpnia 2016

To all the boys I loved before & PS I Still love you - Jenny Han (ENG)

Hi guys!

Zaczynając od polskiego, żebyście wiedzieli, o co w ogóle chodzi, wraz z Kitty postanowiłyśmy także napisać jeden tekst po angielsku, żebyście nie byli osamotnieni w tym zadaniu konkursowym. ;)

Może nim przejdę do właściwej części zaproszę Was jeszcze do Kitty, która pod koniec posta napisała jakie są jej wrażenia po maratonie i pierwszym czytaniu po angielsku. Przyznam, że ma dziewczyna naprawdę mnóstwo racji i chciałabym, żeby każdy mógł to przeczytać i zobaczyć, żeby sam się przekonał.

Ok, let's begin with the right part. ;)


When I came across To all the boys I loved before I though it would be stupid, dull and very trait book. But still, I wanted to make my own opinion. I heard a lot of things about this series on booktube and I was convienced it can't be good at all. I was mistaken.

To all the boys I loved before is the book about Lara Jean who used to write goodbye-letters to the boys whom she loved. She kept them in a hatbox under her bed and didn't want anybody to read it. Once, her letters were send out in some mysterious way and all those boys got their letters. I would say, crappy situation.

When I started reading, I got sucked into the book and I read as much as I only could. Maybe it wasn't anything fancy, or very new, but it had something in it that kept me reading. If I was to describe the whole story it would be lovely. Everything was just lovely. The relationship between the sisters, between daughters and their father, between Lara Jean and Stormy and finally, between her and the boys. I think it's a great read for young girls, because it has so many hidden values in it, loyality, how to deal with problems and many more. It's all about troubles of young girls.

I felt like characters in the books were real. Their troubles were just normal, regular struggles of casual people. They had belieavable emotions and reactions. This is what lacks many of the books.

I've got only one obligation, the story could be stand alone. First book was a little bit too short, it was just cut and left me with the feeling "wait, what happened?". The story from the second book could be just put together with the first book and make up one big story. I think it would be much better option.

On the whole, I really enjoyed the series. It gave me what it was suppose to give, a little bit of relax.

niedziela, 21 sierpnia 2016

TAG Serie, które porzuciłam


Wstyd, hańba i... nie no, nie będę Wam kłamać. Kompletnie nie czuję żadnego wstydu czy czegokolwiek takiego jeśli chodzi o niedokończone serie. Nie czuję potrzeby skończenia czegoś, to tego nie robię, bo i po co marnować cenny czas. Oto 5 serii, których nie mam zamiaru kończyć w najbliższym czasie, lub i wcale.

Lux

Chyba nie muszę powtarzać dlaczego. Zwyczajnie zajrzyjcie do <tego> posta i będziecie wiedzieli. Jedna z najbardziej znienawidzonych przeze mnie książek. Tępota głównej bohaterki i dupkowatość jej chłopaka marzeń mnie dobiły i zniechęciły do całej twórczości Jennifer L. Armentrout bardzo skutecznie.

Max Mingus

Pana Klarneta czytałam na początku 2015 i o ile książka mi się podobała, to przez czas, który minął odkąd ją skończyłam, straciłam ochotę na czytanie kontynuacji. Niestety bywa i tak. Książka była dobra, ale nie na tyle, żeby chciało mi się ją czytać ponownie przed czytaniem kontynuacji.

Pamiętniki Wampirów

Zaczęłam je jako małolata. Wiecie, siano w głowie i te sprawy (nie obrażając dziewczyn, które mają tyle lat co ja wtedy. Zwyczajnie stwierdzam, że ja byłam wtedy o wiele głupsza), więc namówiona przez przyjaciółkę zaczęłam. Pierwsza książka mi się spodobała, szału nie ma, dupy nie urywa, ale na moje ówczesne standarty książka była ok. Druga... zaczęły się schody. Fabuła stała się nudna, naciągana i strasznie mnie irytowały te dziwne stworki, których nazwy nie pamiętam. Trzecią zaczęłam i rzuciłam w kąt, bo mnie tylko irytowała.

Jeżycjada

Nie powiem, dobrze wspominam tę serię, książki mojego dzieciństwa, ale niestety chyba już jestem na to za stara i mnie do nich nie ciągnie, więc daruję sobie kilka tych powieści, które pominęłam. Jednak polecam spróbować, szczególnie dziewczynom w wieku ok. 12-14 lat może przypaść do gustu, jeśli się je weźmie z lekkim przymrużeniem oka.

Janeczka i Pawełek

Pierwszą książkę z serii, Nawiedzony dom, skończyłam stosunkowo niedawno. Podobała mi się. To czemu jej nie kończysz?! Ktoś zapyta. Bo moja cudowna biblioteka miejska ma kilka wyświechtanych dobrych książek, poradniki dla rolników i dwa regały harlequinów. Także tego... Może gdzieś dorwę resztę serii, bo przypadła mi do gustu twórczość Chmielewskiej.




Do zrobienia tego tagu nominuję Isabel z bloga/vloga Isabel Czyta, Kitty z Biblioteczki Ciekawych Książek i Justyśkę z Z miłości do książek. I to by było na tyle dzisiaj. A jakie serie Wy porzuciliście? Chętnie poczytam wasze wyznania. ;)

Zaczytanego dnia, Kochani!
Nika

czwartek, 18 sierpnia 2016

Audiobook - "czytelnicze oszustwo", czy po prostu inna forma?

Zdjęcie ze strony lovely.pl
Moje przygody z książką czytaną.
Na samym początku nie lubiłam audiobooków i trudno mi było się do nich przekonać. Uważałam je za stratę czasu i że nie wyciągnę z książki tyle ile w trakcie czytania tradycyjnego. Nie lubiłam lektorów, którzy mnie czasem doprowadzali do szału. Jednak lektur było mnóstwo, czasu bardzo mało. Obowiązki, pasja, szkoła. Wyjeżdżałam z domu o 6.40 i wracałam o 16. Do tego dochodziła nauka, sprzątanie i inne pożeracze czasu. Wychodziło tak, że na lektury nie miałam najmniejszej ochoty. Raz musiałam dokończyć zamówienie na następny dzień i na następny dzień musiałam też przeczytać Ferdydurke. Pan Fronczewski okazał się niezawodny, przeczytał to za mnie, lektura z głowy i rysunek gotowy, bo przez kilka godzin miałam ręce i oczy wolne, więc swobodnie tworzyłam. Od tego czasu wciskam audiobooki we wszelkie możliwe luki w moim dniu i tylko dzięki temu daję radę w miarę dużo czytać (na moje możliwości oczywiście). 

Dla kogo są audiobooki?
Według mnie, dla każdego. Wystarczy znaleźć swoją metodę na to kiedy ich słuchać i co robić w trakcie. Też nie byłam przekonana, ale po kilku próbach, różnych lektorach i kombinacji co robić, żeby faktycznie słuchać z przyjemnością, udało się. 

Szczególnie polecam osobom ze słabym wzrokiem, jak ja. Odkąd zaczęłam słuchać audiobooków moje oczy są w znacznie lepszej kondycji, bo nie obciążam ich tak bardzo czytaniem.

"Zbyt wolno czytane."
Tutaj rozwiązanie jest jeszcze prostsze. Audiobooki można zwyczajnie przyspieszyć. Są aplikacje na telefon dedykowane do słuchania audiobooków, świetne do tego celu. Tak samo słuchając na youtube (można znaleźć tam masę audiobooków z domeny publicznej) można szybko i łatwo dostosować prędkość słuchanych audiobooków.


"Irytuje mnie interpretacja lektora."
Nie wiem czy zadziała dla każdego, ale przyspieszony audiobook o 2x traci na zdolności irytowania. Zaczynam wtedy ignorować interpretację i niewiele dla mnie znaczy, mimo że przy normalnej prędkości dostałabym szału.

"Nie mogę się skupić na tym czego słucham!"
Znów, trzeba znaleźć sposób. Mi się naprawdę przyjemnie czytało mając przed oczami książkę jednocześnie jej słuchając. Niby mija się z celem, ale pomaga się przyzwyczaić.

Zauważyłam, że w czasie kiedy się skupiam tylko na audiobooku to mało z niego ogarniam i w sumie się nudzę. Najlepsze są do tego bezmyślne czynności. Słuchając audiobooka gram sobie w Fishdom, sprzątam dom (moja ulubiona wersja, czyni sprzątanie mniej bolesnym), spaceruję, ćwiczę czy robię inne tego typu rzeczy. Zdecydowanie wtedy łatwiej mi się skupić na książce, więc może zadziała też i na Was. ;)

"Szybciej czytam zwykłe książki, to strata czasu."
Zależy od sposobu patrzenia na audiobooka. Jeśli się spojrzy na audiobooki pod kątem zapychaczy i traktuje się oddzielnie od książek zwykłych, to wręcz jesteśmy w stanie przeczytać więcej niż zwykle. Sama jestem osobą czytającą dużo szybciej niż lektorzy, jednak gdyby nie audiobooki, czytałabym o wiele mniej. 

Więc kiedy słuchać, by powiększyć swój stosik?
Zamiast w regularnym czasie czytania, myślę, że lepiej jest "wciskać" audiobooki w luki w ciągu dnia. 

Wiele z nas dojeżdża do pracy lub szkoły, więc jest to zawsze kilkanaście/dziesiąt minut dziennie na słuchanie audiobooka. O ile jeżdżący jako pasażerowie mogą czytać normalnie, o tyle dla kierowców jest to ciekawa alternatywa. Ja sama tygodniowo spędzam ok. 6 godzin tygodniowo w aucie, to już jest jedna, średniej grubości książka.

Jeść lubi chyba każdy, stać i nudzić się nad garami już niekoniecznie. Mimo że gotować lubię, to pilnując jak mi się wszystko gotuje, zwyczajnie się nudzę. Niby mogłabym wziąć zwykłą książkę, ale jest dość nieporęczna w tym wypadku, a słuchając mogę czytać robiąc w kuchni dosłownie wszystko. A stosik rośnie. ;)

Sprzątanie mieszkania, ogrodu, pielenie, przycinanie żywopłotu sekatorem itd. itp. Słuchawki w uszy i natychmiast wszystkie te czynności stają się przyjemniejsze. Kiedyś się przyłapałam na tym, że specjalnie zrobiłam gruntowne porządki, byle dokończyć słuchaną książkę, a bez sprzątania dziwnie się jej słuchało. 


Jedno zdanie. Audiobooka w kąpieli nie zamoczysz.


Zależnie od nastroju, przy ćwiczeniach słucham muzyki, albo audiobooka. Jeśli nastawiam się na dość luźny wysiłek fizyczny, bez szaleństw, ale przez dłuższy czas, to sięgam po audiobooka. Bardzo umila spacery, truchcik czy rozciąganie.

Kolejki to zmora, a słuchając książki nie wyglądam jak ufoludek dla otoczenia. Biedronka i zakupy mi nie straszne kiedy w tle leci jakaś historia. Jedyny minus jest taki, że czasem muszę zapauzować kiedy się skupiam, żeby sobie przypomnieć czego mi brak i co zrobić na obiad.

Możliwości jest jeszcze więcej, to już zależy od Was i tego jak wygląda Wasz dzień. Sami bardzo szybko wymyślicie gdzie moglibyście wpleść książkę słuchaną w wasz grafik.


Mam nadzieję, że post był dla Was ciekawy i w jakiś sposób pomocny. Dajcie mi znać jak podobają się Wam posty tego typu.

Do napisania,
Weronika G.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Dreszcz - Jakub Ćwiek

Sex, drugs and rock&roll! No i kebab. Oto hasła przewodnie tej powieści.


Kumpel już ze 3 lata temu zagroził mi, że się obrazi, jeśli nie przeczytam. Zachęcił mnie tymże cytatem:
- Co mi się stało? - zapytał.
- Wersja dugo czy krótko?
- Krótka.
- Pieron cie ciulnoł.

piątek, 12 sierpnia 2016

Podsumowanie English Lovers Bookathon!

Hej Wam wszystkim!

Wiem, zły ze mnie człowiek, nie wstawiałam postępów na instagrama. Podziękujmy mojemu telefonowi, który się zepsuł. Najlepszy Tata Świata już naprawił, będzie dobrze! I dodatkowo powinnam była podsumowanie wstawić wczoraj, ale miałam taki sajgon, że nie zdążyłam zwyczajnie. Trochę za dużo rzeczy do zrobienia na raz.


Nie udało mi się przeczytać ile chciałam, wpadłam w typowy reading slump, a to za sprawą Maybe Someday, które przyszło do mnie z wędrującej książki u Justyśki i o którym myślałam przez cały maraton. Mimo to, wynik nie jest taki zły i czytałam zdecydowanie więcej niż zwykle, bawiłam się dobrze, a o to najbardziej w tym wszystkim chodziło.

W ciągu tych 6 dni ukończyłam czytać 2 książki i zaczęłam kolejne 3. Poniżej wypisałam ile ruszyłam każdej z nich.

Venus in Furs 94 str.
The Golden Road 130 str.
PS I still love you 203 str.
The call of the wild 172 str.
Witch and Wizard 18 str.

RAZEM: 617 stron

Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział, wszyscy jesteście wspaniali i jestem dumna z każdej osoby, która uczestniczyła, nie ważne ile przeczytaliście. Szczególnie jestem dumna z tych, którzy czytali książki w obcym języku pierwszy raz.

To by było tyle na dziś. Jutro przejrzę blogi wszystkich uczestników i zostawię swój ślad.

Do napisania,
Nika

PS, pamiętajcie o konkursie!



czwartek, 4 sierpnia 2016

TBR English Lovers ReadAThon + NIESPODZIANKA

Hej, hej!

English Lovers ReadAThon uważam za oficjalnie otwarty! Mimo, że jest nas bardzo malutko, to i tak miło widzieć, że chociaż kilka osób przełamało się i chce razem z nami czytać po ichniemu ;)
Jest maraton, jest i TBR. Książki miały być 3, żeby móc sobie między nimi żonglować jeśli jakaś jest za trudna. Ja stwierdziłam, że postaram się skończyć cztery, bo dwie z nich zaczęłam już wcześniej.
Dwie pozostałe w innym formacie,
więc spróbujcie je sobie po prostu
wyobrazić na wierzchu stosu. :P
  1. PS I still love you Jenny Han (od 24'go rozdziału) - ebook
  2. The call of the wild Jack London - audiobook
  3. Witch & Wizard James Patterson - książka fizyczna (od 31 strony)
  4. Sweetheart Chelsea Cain - książka fizyczna
Swoje postępy będę publikowała na niedawno przeze mnie założonym instagramie. Postaram się w miarę regularnie wstawiać jak mi idzie. Chętnie zobaczymy także Wasze stosiki i poobserwujemy jak sobie radzicie w czasie maratonu, na Waszych blogach, albo na instagramie pod hasztagiem #elreadathon2016.

A teraz czas na małe ogłoszenie parafialne.




UWAGA KONKURS

Skoro maraton czytelniczy po angielsku, to i o ksiażce wypadałoby skrobnąć kilka słów w tym języku. Wraz z Kitty organizujemy dla Was konkurs. Waszym zadaniem jest napisanie opinii po angielsku zachęcającej do przeczytania danej książki (bądź jeśli chcecie ponarzekać, obsmarujcie jakąś powieść, droga wolna 😛 ).

Ogólne zasady co do wpisu:
-możecie, ale nie musicie go publikować,
-praca powinna mieć 300-350 słów,
-przedimki (a, an, the) też się liczą,
-skróty (can't, I've itd.) liczą się jako dwa słowa.


Zasady udziału:
-możecie się zgłosić u mnie pod tym postem, bądź u Kitty
-zgłaszać się możecie od teraz do 31.08.
-czas na wysyłkę prac trwa od 10 do 31 sierpnia
-prace wysyłajcie na mail nikaogolnie@wp.pl z tytułem KONKURS ELR
-obswujcie nasze blogi,
-obserwacja fp wedle uznania 😉
-adres wysyłki tylko na terenie RP
-jeśli macie bloga, fanpage, instagrama - udostępnienie banera konkursowego.


Przyznamy dwie nagrody. Kitty jako że lubi kreatywność nagrodzi najciekawszą pracę. Ja zaś jako typowy belfer dam nagrodę za najbardziej poprawny wpis. Czym obdarujemy zwycięzców dowiecie się przy ogłaszaniu wyników, bo chcemy w miarę możliwości spersonalizować nagrody. 😉



Wzór zgłoszenia:
Obserwuję blogi jako:
Obserwuję FB: tak/nie jako
Banner:
e-mail:




Miłego czytania, nie ważne w jakim języku.
Powodzenia i do napisania,
Weronika

piątek, 22 lipca 2016

Czytajcie, bo inaczej foch! Głowa Kasandry - Marek Baraniecki

Światem zawładnął chaos i strach. Po wielkiej wojnie na całym świecie rozsiane zostały głowice bomb nuklearnych odpalające się w przypadkowych momentach, mające dobić resztkę pozostałej ludzkości. Mityczną już rakietą jest Głowa Kasandry, szukana od wielu lat przez łowców, których zadaniem jest odnajdywanie głowic i ich unieszkodliwianie. Jednym z nich jest Teodor Hornic, główny bohater powieści.

Część populacji pamięta jeszcze życie w dawnej cywilizacji, z kolei nowe pokolenie zaczyna wytwarzać już całkowicie odmienną kulturę. Ci pierwsi zmagać się muszą ze wspomnieniami, mając jednocześnie do czynienia z nową, zupełnie inną i przerażającą odsłoną świata.

piątek, 15 lipca 2016

Nie zacznę czytać po angielsku, bo nic nie zrozumiem - zdanie, które powinieneś wyprzeć ze swojej głowy.



Po tym jak ogłosiłyśmy z Kitty nasz maraton mnóstwo osób zaczęło się wycofywać. Główny powód? Boicie się, że nie zrozumiecie, boicie się, że się zniechęcicie, ośmieszycie itd. A prawda jest taka, że żeby nauczyć się coś robić, trzeba zwyczajnie zacząć to robić. Chciałabym tutaj dodać kilka słów od siebie, które, mam nadzieję, zmotywują przynajmniej część z Was.

czwartek, 14 lipca 2016

Jak zacząć czytać po angielsku? Jak wybrać pierwszą książkę w języku obcym?

nJoo i jego genialne digitale
Jak zacząć czytać po angielsku?

1. Znajdź książkę.
2. Otwórz
3. Czytaj.

Wydaje się głupie, ale tak jest. Bez zbędnych ceregieli, bez wielkich przygotowań. Znajdź książkę, która jest dla Ciebie ciekawa i czytaj. Oczywiście książka powinna być dopasowana do Twojego poziomu języka, jeśli będzie zbyt trudna, to niczego nie zrozumiesz i się zniechęcisz, jeśli będzie zbyt prosta, najpewniej niewiele się nauczysz. Jednak zbyt proste książki jako pierwsze w obcym języku mają sporą zaletę, skoro idzie łatwo i szybko, dają większą motywację. Wcześniej wspominałam, że książki dla dzieci na start to dobry pomysł. Podobnie jest z książkami YA i wszelkiego rodzaju łatwymi obyczajówkami. Z doświadczenia wiem, że 5-10 nieznanych słów na stronę, to najlepsza opcja.

I teraz co z tymi nieznanymi słowami? Masz kilka opcji. Próbować odgadnąć znaczenie z kontekstu, olać zupełnie, sprawdzić w słowniku, zapisać na marginesie znaczenie, zakreślić, zaznaczyć, wykuć później na pamięć. Ja osobiście lubię takie słowa zakreślać na kolorowo, żeby się orientować w swoich postępach i łatwiej do nich wracać. Czasem zapisuję fonetykę i znaczenie obok, jeśli mnie zaciekawi, ale zwykle mi się nie chce tego robić. W ten sposób czytam i zapamiętuję tak naprawdę najwięcej, bo nieznane wyrazy przewijają mi się co jakiś czas. Z czasem wypróbujesz różnych metod, które są najefektywniejsze. Grunt, to nie zrażać się tym, że wolno Ci idzie, bo z czasem będzie o wiele szybciej.

Ok, mniej więcej już wiesz czego szukać pod kątem słówek, poziomów i innych takich. Teraz pytanie, jaki gatunek, rodzaj czy jak to zwał wybrać. Powiedzmy, że kochasz fantasy, ale ktoś Ci powiedział, że lepiej zacząć od książki dla dzieci albo obyczajówki. Robisz to i okazuje się, że się męczysz, boli Cię to i uznajesz w rezultacie, że to nie dla Ciebie czytanie po ichniemu. Błąd. Obcy język nie zmieni Twojego gustu czytelniczego, przynajmniej w tak dużym stopniu. Ja lubię fantasy i też dlatego czytałam Century Sarah'y Singleton. Lubię stare powieści obyczajowe, więc sięgnęłam po Emmę. Jeśli chcesz się porwać na Tolkiena i Twój język na to pozwala, zrób to. Co prawda ograniczyłabym się z takim szaleństwem na początku, ale już np. Harry Potter to strzał w dziesiątkę. To ma być zabawa, nie katorga i nauka szkolna. Czytaj to, co lubisz, nie to co ktoś mówi, że będzie odpowiednie.

A skoro już zahaczyłam o HP, nie jest to taki znowu zły pomysł. Większość z nas zna i uwielbia tę serię, więc poza tym, że książki będą ciekawe dla czytelnika, mamy też od początku element przywiązania do bohaterów. Wielu uważa, że powinno się zacząć od czegoś znanego "bo będziesz pamiętać i rozumieć", ale prawda jest taka, że nikt z nas nie pamięta każdego zdania z książki słowo w słowo, z tego też powodu, powyższe twierdzenie nie ma sensu. Jednak ma sens sięganie po coś znanego, jeśli naprawdę lubimy daną książkę. HP ma kolejną zaletę, książki i język rozwijają się z samym Harrym, co oznacza, że wraz z każdą kolejną książką dostajecie nieco trudniejszy poziom.

O tym skąd brać książki po angielsku napiszę kolejny post, bo to dość obszerny temat mimo wszystko. Ale tutaj warto wspomnieć o formacie, bo ma duże znaczenie. Ebooki mają tę zaletę, że możecie mieć od razu wgrany słownik i sprawdzacie wszystko na bieżąco. Dodatkowo ebooka w każdym języku możecie kupić gdziekolwiek jesteście (chwała internetom). Inną sprawą są strony typu Guttenberg, gdzie dostajecie klasyki za darmo. Różne czytniki dają możliwość używania notek, czyli nie szkoda Wam pisania po książce (chyba, że ktoś jest mną i nie boli go takie bazgranie). Możemy mieć je zawsze i wszędzie w dużych ilościach. Książki fizyczne mają swój klimat i większość z nas je woli mimo zalet ebooków. Mają jeszcze jeden duży plus, za który niektórzy będą chcieli mnie powiesić. Otóż poprzez pisanie ręczne szybciej zapamiętujemy. A móc zrobić notatkę i zakreślić, zarysować coś w miejscu gdzie jest interesujące słowo, tu już nasz móżdżek się cieszy, bo ułatwiamy mu zapamiętywanie. Nie bijcie, błagam. A audiobooki to już inna kwestia, ale jeśli ktoś lubi je jak ja, polecam, wspominałam już kiedyś o ich korzyściach. Osobiście sądzę, że najlepiej mieszać różne formaty.

Każdy z nas ma problem się zmotywować do czytania w obcym języku, dwa główne powody to powolne tempo czytania i ogólny brak motywacji. W drugim wypadku, zastanów się czemu to robisz i jak wiele korzyści Ci to da. Nie ma sensu skupiać się na minusach. Warto też sobie ustawić cel, np. 10 stron dziennie. W ten sposób nie będziesz odczuwać tego szczególnie mocno, ale wciąż będziesz do przodu o kilka stron. I tu mi ktoś znów wyskoczy z argumentem, że to wolno, że tak nie umie blablabla. Wolno, ale jak nigdy nie zaczniesz, to się nie nauczysz. Z czasem jest coraz lepiej i szybciej, to raz. A dwa, wolne tempo nie przeszkadza, jeśli czyta się kilka książek na raz. W moim wypadku akurat nie miesza mi się, jeśli książki które czytam są w innych językach, a jeszcze mniej się czyta jeśli w innych formatach. Spróbuj np. czytać polskiego ebooka i książkę fizyczną po angielsku i sam sprawdź czy na Ciebie to działa.

Najważniejsze rady w skrócie to:
  • przygotuj sobie swoje czytadło
  • wybierz najlepszy dla siebie format (audiobook, ebook, książka tradycyjna)
  • razem z książką trzymaj to czego potrzebujesz (słownik, karteczki przylepne, długopisy, ołówki i zakreślacze, oraz wszystko czego potrzebujesz, żeby lepiej zapamiętywać)
  • czytaj to, co chciałbyś przeczytać po polsku
  • ustaw sobie dzienny, realny cel
  • baw się dobrze
Do napisania, 
Nika

PS Zerknijcie do linka przy obrazku, kolejny świetny ilustrator. :)

Tekst powstał w ramach:


niedziela, 10 lipca 2016

FAKTY I MITY o czytaniu po angielsku

Niels-Frederik Schiottz-Jensen Reading lady

Z racji nadchodzącego ReadAThonu mam dla Was tekst o faktach i mitach czytania po angielsku. Są to rzeczy, które słyszę chyba najczęściej i dlatego też chciałam wtrącić swoje 5 groszy w temacie.

MIT
To bardzo trudne.

Jak ktoś mi tak mówi, to mam mu ochotę powiedzieć "idź pan i się pier... w łeb puknij". Jeśli się porywasz z motyką na słońce, to oczywiste, że będzie Ci zbyt ciężko i zbyt trudno. Grunt, to nie zniechęcać się i dobrać właściwy poziom. Jeśli już masz książkę, która jest dla Ciebie wyzwaniem, ale jednak znasz ok. 70-80% słów, czytaj to i nie martw się zbytnio niezrozumiałymi słowami. Wiem, na początku książki trudno zignorować fakt, że czegoś nie rozumiesz, ale już po kilkudziesięciu stronach będzie różnica i zrozumiesz całość, bez względu na te niezrozumiałe fragmenty.

FAKT
Dobrze zaczynać od książek dla dzieci.

Brzmi głupio, ale sprawdziłam, działa. Jeśli zaczniesz od czegoś bardzo prostego, to idzie łatwiej i szybciej skończysz książkę. Motywacja idzie w górę i w końcu sięgniesz po coś bardziej wyzywającego. Szczególnie polecam to początkującym, ale jeśli wcześniej nie czytaliście dużo, to mimo, że Wasz angielski jest na wysokim poziomie, to polecam książki dla dzieci (co innego wiedza szkolna/kursowa, co innego faktyczne używanie).

Oczywiście ma to swoje małe wady. Niektórzy pozostają w tym swoim comfort zone zbyt długo i ograniczają swój rozwój. Książki dziecięce są pełne prostych słów i nieskomplikowanej gramatyki, dlatego jeśli za długo czytamy coś, co jest dla nas łatwe, mamy potem problem się przestawić na trudniejsze powieści, bo znów nie rozumiemy. Dlatego warto co książkę próbować nieco podwyższyć poziom.

MIT
Muszę sprawdzić każde nieznane słówko.

Taaa, najlepiej jeszcze je wykuć i to zanim przejdziesz do reszty książki. Przerabiałam to i nie było dla mnie chyba mniej efektywnej i bardziej męczącej metody. Jeśli sprawdzasz każde słowo, to robisz sobie mnóstwo dodatkowej roboty, a tym samym spada Ci efektywność i motywacja. Jak sobie odpuścisz takie sprawdzanie, to pójdzie Ci znacznie szybciej i będziesz w stanie przeczytać więcej książek. I nie ma tu niczego ignoranckiego, zwyczajnie wyłapiesz skoro z kontekstu.

Tu na pewno znajdzie się kolejna osoba, która powie, że ok, możesz ogarnąć mniej więcej z kontekstu co dane słowo znaczy, ale jeśli zobaczysz je raz, to później i tak o nim zapomnisz. Prawda jest taka, że każdy z nas ma swoją ulubioną pulę słów, autorzy też, i używamy jej namiętnie. Z tego względu pisarz powtarza niektóre wyrażenia i słówka, dzięki czemu widzimy je kilka/naście razy i utrwalamy w różnym użyciu, nawet nieświadomie.

FAKT
Warto sprawdzać część słów i je zapisywać.

Niby przeczę temu co przed chwilą napisałam, ale prawdą jest, że znajdziemy w każdej książce słowa, które nas zwyczajnie wołają. "Sprawdź mnie!", "nie jesteś ciekawy jak powinno się mnie wymawiać?", "wiem, że nie wiesz z kontekstu co znaczę, a widzisz mnie czwarty raz". Tym słówkom ulegamy i sprawdzamy, możemy ołówkiem na marginesie wpisać co oznaczają, zapisać wymowę i czasem przeglądać książkę, żeby utrwalić. Takie wołające nas słowa, które nas najbardziej ciekawią zapamiętamy najlepiej i najszybciej, będziemy potem w stanie ich używać bez problemów. Jeśli zachowamy zdrowy rozsądek i nie będziemy sprawdzać każdego możliwego słówka, a może jedno na kilka stron, to wszystko pójdzie sprawnie, a nasza ciekawość będzie zaspokojona.

MIT
Audiobooki sobie warto zostawić jak będę zaawansowany/a.

BIP BIP BIP czerwony alarm!!! Ktoś tu pozostaje w comfort zone, po raz kolejny. Już tłumaczę, dlaczego pozostawianie sobie słuchania i wymowy do nauczenia się na wyższych poziomach, to jeden z najgłupszych pomysłów jakie są.

Jeśli czytasz książkę, to widzisz same litery. Język angielski jest na tyle dziwny, że nie możesz tak naprawdę odgadnąć z pisowni jak powinno się wymawiać dane słowo. Później tacy uczniowie, którzy omijali czytanie i mówienie szerokim łukiem się dziwią, że czytać i pisać potrafią, ale słuchanie i rozmowa leży. Jeśli jednocześnie rozwijasz czytanie i słuchasz języka, to nauczysz się brzmienia nowych słów, a o to głównie chodzi w nauce języka. Bez znajomości brzmienia się nie dogadasz. Dlatego sama u siebie i u moich podopiecznych stawiam nacisk na słuchanie i wymowę. Jeśli słuchasz audiobooków, to jest dla Ciebie genialne ćwiczenie, szczególnie jeśli lubisz słuchać książek (a o tym jak polubić audiobooki i czemu warto ich słuchać w innym odcinku).

FAKT
Słuchanie audiobooka i jednoczesne czytanie brzmi jak dobry plan.

I nim jest. Audiobook nadaje Ci tempo czytania. Słuchasz wymowy i jednocześnie ją zapamiętujesz i wiążesz z pisownią. A jeśli audiobooki są dla Ciebie za wolne, wystarczy znaleźć odpowiednią aplikację do audiobooków z funkcją przyspieszania (YouTube też jest dobrą opcją).



W dniu dzisiejszym to wszystko co chciałabym Wam powiedzieć. Jeśli macie jakieś pytania, piszcie koniecznie, na pewno odpowiem. :)

Do napisania,
Weronika G.

Tekst powstał w ramach:


wtorek, 5 lipca 2016

English Lovers ReadAThon

Na dobry poczatek, musze Wam wyjasnic, czemu mnie nie ma, czemu sie spoznilam z ogloszeniem maratonu i dlaczego zjadlo mi polskie znaki. Jestem na Boleslawowo Business Week jako intern i niestety moj zaplanowany post na niedziele magicznie zniknal. Nie mialam dostepu do internetu i dopiero dzis pozyczylam laptopa i pisze. Kolejny post byl zaplanowany na jutro, lecz niestety z roznorakich wzgledow, przenosze go na niedziele w tym tygodniu. A teraz zapraszam Was na czesc dalsza, ktora w duzej mierze widzieliscie juz u Kitty.

Jak doskonale wiecie, angielski jest juz moim zyciem. Uczepil sie mnie jak rzep i nie chce odejsc, wiec i stad nasz pomysl, zeby stworzyc taki maraton. Spodziewajcie sie calej serii moich postow na ten temat, o tym jak zaczac itd. itp. Tym maratonem chcemy Was z Kitty przekonac, ze to wcale nie tak straszne jak wyglada.


W skrócie na czym będzie polegał English Lovers ReadAThon?

W okresie 4-10 sierpnia naszym zadaniem jest przeczytanie 3 książek w języku angielskim. Nie narzucamy formy (audiobook, ebook, tradycyjna książka), długości ani tematyki książek. Prosimy tylko o zgłoszenie do 4 sierpnia włącznie książek, które zamierzacie przeczytać (wrzucajcie linki pod postem moim lub Weroniki). Do tego dnia też możecie się zgłaszać (także u mnie lub Weroniki). Wystarczy proste Zgłaszam się :) Nie oczekujemy niczego więcej aż do dnia maratonu ^^ Choć miło by było oczywiście, gdybyście wspomnieli na swoich blogach/fanapage'ach, że bierzecie udział w takim maratonie :)

3 książki na 6 dni, 10 sierpnia to dzień podsumowań! :) Książka na dwa dni to przecież nie tak dużo, nie sądzicie? :)

Dlaczego powinieneś zacząć czytać po angielsku?


1. Praktyka czyni mistrza - czytając w języku angielskim, uczysz się szybciej! 
2. Z kontekstu uczysz się nowych słów i zwrotów - bo po co komu słownik? 
3. Utrwalasz słowa powtarzające się w powieści kilka czy nawet kilkanaście razy - skoro się powtarzają, są przydatne :)
4. Wychodzisz z comfort zone - wystarczy zacząć czytać, aby przełamać barierę :) 
5. Wyobrażasz sobie tę satysfakcję, kiedy przekręcasz ostatnią stronę książki w języku angielskim?! 
6. Im więcej czytasz po angielsku, tym szybciej ci to idzie 
7. Osiągasz płynność językową poprzez szybsze czytanie w języku angielskim, a co za tym idzie lepsze zrozumienie i utrwalanie mimowolnie słówek oraz zasad gramatyki 
8. Chcesz utrwalić wymowę lub nauczyć się słuchać w języku angielskim? Nic prostszego - audio-booki po angielsku to najlepsza opcja! 
9. Gramatyka i ortografia angielska przestaje być zagadką - widzisz je non stop użyte w praktyce i zapamiętujesz, dzięki czemu zaczynasz używać ich intuicyjnie 
10. Rozumiesz więcej - nie tylko czytając, ale i rozmawiając
11. Im więcej czytasz, tym łatwiej ci później pisać w tym języku :) 
12. TO WCALE NIE TAKIE TRUDNE! (ale o tym więcej jeszcze przed maratonem!)

Takze Misiaczki, wyczekujcie kolejnych postow!
See ya

piątek, 3 czerwca 2016

"Igrzyska śmierci" Trylogia - Suzanne Collins (audiobook)

Byłam durna. Najzwyczajniej w świecie głupia w swym uparciu, że nie, ja tego nie tknę, za duży na to bum i szał, bym ja mogła przeczytać tę książkę. No bo w końcu czym się zachwycać, masowym wyżynaniem się nawzajem przez grupę dzieciaków?

Jednak coraz więcej recenzji z każdej strony, wszędzie ludzie zachwycający się dziełem Collins, w tym ci, którym ufam pod kątem gustu czytelniczego. Ciekawość zwyciężyła, znalazłam audiobooka i podjęłam się słuchania go z odgórnym nastawieniem, że znienawidzę tę książkę.

Katniss w wyobrażeniu wspaniałej paInk
Moje pierwsze wrażenia? Głos Dereszowskiej nie pasuje. Przecież to dorosła, dojrzała kobieta, Katniss jest nastolatką, a że również narratorką, to czemu czytać ma osoba z tak dojrzałym głosem? No dobrze, Portret Doriana... czytał mężczyzna z wyraźnym głosem mężczyzny ok. 60 lat, to i to przeżyję. Jak już się przyzwyczaiłam, a historia zaczynała sprawiać, że nie chciałam nic innego czytać, olałam przygotowania do egzaminu, to zaczęła mnie nieco irytować intonacja lektorki, często płaczliwy ton, podniesiony głos, wręcz pisk rozpaczy. Przywykłam jednak szybko i stwierdziłam, że to wyjątkowo pasuje. Tak w mojej głowie zachowywałaby się Katniss, stanowcza, twarda dziewczyna, którą jednak spotkało coś tak złego, że inne reakcje byłyby nieuzasadnione Bo jak tutaj czytać spokojnym głosem, kiedy ona płacze albo zrozpaczona woła Peetę? Summa summarum, zarywałam całe nocki przy tej historii, również dzięki dobrej robocie pani Dereszowskiej, więc jeśli ktoś audiobooki lubi, jeszcze nie czytał, albo chce sobie odświeżyć, serdecznie polecam tę wersję. Oczywiście tempo było dla mnie za wolne, jednak zawsze można przyspieszyć.


Pierwsza część, jak już wspominałam w innych postach, zafundowała mi calutką noc bez snu i takie rozproszenie na egzaminie, że dostałam 3 mimo dobrego przygotowania. Cóż... niczego nie żałuję!

Annie i Finnick w wykonaniu martinacecilia
Prawdę mówiąc, nie wiem sama czego się uczepić. Właśnie skończyłam Kosogłosa i siedzę zdruzgotana w łóżku, przytłoczona ilością wydarzeń jakie miały miejsce, całą brutalnością i przerażającym realizmem ludzkiego okrucieństwa. Od początku do samego końca każda z książek trzyma w napięciu, nie ma zbytniej chwili oddechu. Za każdym razem kiedy myślałam, że już gorzej się nie da, autorka wyciągała z rękawa kolejne wydarzenia, które wyciskały mi z oczu łzy i powodowały, że nie miałam serca oderwać się od powieści. Już sam pomysł wysyłania dzieci na zbiorową rzeź jest bestialski, a co tu jeszcze mówić o tym, co dzieje się potem.

Muszę przyznać, że bardzo polubiłam Katniss. Głupotą byłoby o niej powiedzieć, że jest przesłodzoną, wyidealizowaną postacią, co to, to nie. Jednocześnie urzeka swoim uporem i determinacją, ale i denerwuje. Wybuchowy temperament i pazur wydają się całkowicie gryźć z jej chłodną kalkulacją bilansu korzyści i strat na arenie, czy też w jej normalnym życiu. Lubię postacie tego typu. Katniss jest jednak egoistką, ale mimo to nie umiem jej nie lubić. Bo jak tu nie być samolubem walcząc o własne życie?

Kolejny fanarthttp://palnk.deviantart.com/art/The-Hunger-Games-162644020 paInk
O ile część wydarzeń byłam w stanie odgadnąć, to nie było tego jakoś szczególnie dużo. Bardziej skłonna byłabym powiedzieć, że cały czas siedziałam jak na szpilkach i co chwilę jakaś szpila została mi wbita prosto w serce. Niewiele jest książek, które mnie aż tak zaangażowały emocjonalnie. Płakałam, obrażałam się na autorkę, wzruszałam się, śmiałam się, wściekałam się na bohaterów. Tego oczekuję od książki, że mnie wessie do swojego świata i nie chce puścić.

Chciałabym powiedzieć, że polecam tę książkę każdemu, ale tak nie jest. Na pewno odradzam wrażliwcom i osobom, które słabo znoszą brutalność w książkach. Czegóż się w końcu spodziewać po powieści, w której dzieciaki mają się nawzajem zabijać na arenie? Poza tym, polecam wszystkim. Nie tylko po to, by wciągnąć się w świat wykreowany przez p. Collins, ale też po to, żeby przemyśleć do czego zmierza nasz ówczesny świat i zastanowić się jak będzie on wyglądał za kilkaset lat.

❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀

Mnie i sztuki rozłączyć się nie da, więc postanowiłam Wam pokazać kilka ciekawych fanartów. Nie w moim wykonaniu (to w swoim czasie), ale kilka, które znalazłam buszując w internecie i zwyczajnie się zakochałam w wykonaniu. Koniecznie sprawdźcie linki do wszystkich i jeśli możecie, zostawcie im jakiś miły komentarz!

Post napisałam w lutym. Jak nieogarniętym trzeba być, żeby zapomnieć go opublikować? :D Znikam dalej kuć do sesji, trzymajcie się kochani i powodzenia wszystkim studentom!

środa, 1 czerwca 2016

Marzec, kwiecień i maj - podsumowanie i plany czytelnicze na czerwiec

Mało chęci do czegokolwiek + szkoła + nawał wszystkiego = mało czytania

A mało czytania oznacza mało notek. Na całe szczęście maj był dla mnie dużo lepszym miesiącem czytelniczym niż się spodziewałam. Co do marca i kwietnia... w każdym z tych miesięcy przeczytałam po jednej książce, proszę nie bijcie.

Oto co przeczytałam w ciągu tych trzech miesięcy:

MARZEC

KWIECIEŃ

MAJ



Tak, dobrze widzicie, po tych wszystkich latach zabrałam się za HP, wreszcie! Nie będę pisała oddzielnego posta o tej książce z prostego powodu, czytał ją niemal każdy i chyba nie ma osoby, która by o niej nie słyszała. Zdecydowanie książka warta uwagi, nie dziwię się czemu panuje powszechna opinia, że każde dziecko powinno przeczytać Harrego Pottera. Gdybym we wczesnych klasach podstawówki jako lekturę miała tę książkę, to zdecydowanie przekonałabym się do literatury szybciej niż w 5 klasie. ;)

O Igrzyskach napisałam jeden duży, bardzo chaotyczny post. Nie polecam go, jeden z moich gorszych według mnie, ale cóż, jeśli ktoś chciałby jednak poczytać nieco mojego paplania od rzeczy, to zapraszam już w piątek.

The life-changing magic of tidying up Marie Kondo zaprowadziła ład i porządek w mojej szufladzie z gatkami i skarpetami, ale nie tylko! W związku z tym, wyczekujcie notki, bo książka w swej absurdalności jest genialna, a metody Kondo faktycznie działają (o ile się nie oszukuje).

Mój dobry znajomy pewnego razu w autobusie przytoczył mi taki oto dialog, będący cytatem z Dreszcza:
-Co mi się stało? - zapytał.
-Wersja dugo czy krótko?
-Krótka.
-Pieron cie ciulnoł.
I właśnie wtedy wiedziałam już, że ja muszę to przeczytać! Zresztą, zagroził mi, że się więcej do mnie nie odezwie, więc nie miałam wyboru. Czy żałuję czy też nie dowiecie się z recenzji, którą mam zamiar niedługo opublikować. Czytałam między innymi wędrując do biedronki. Jednak chodzenie z książką po mieście wcale nie jest trudne. Jak zobaczycie w Elblągu dziewczynę z rudobrązowymi lokami i książką, to ja :D

Siła trucizny Maria V. Snyder, hmm... co by tu Wam powiedzieć... Valec <3 Ta książka jest wspaniała, jeden z moich ulubieńców, recenzja napisana i czeka na publikację po moich poprawkach, bo po prostu wstydzę się tego posta. Nie umiem się wyrazić tak jak bym chciała, czuję, że mówiąc o tej pozycji na żywo mi to wychodzi o wiele lepiej niż samo pisanie. Ale staram się i w końcu to wrzucę na bloga :D

Evelina's Garden bardzo mi umiliło bieganie na bieżni na wf. Nie znoszę wychowania fizycznego, ale muszę się zmusić, dla zaliczenia, więc chociaż nie zmarnowałam tego czasu całkowicie. Książka jest krótka, post o niej będzie krótki, więc i tutaj już miejsca nie zaśmiecam. Ale dodam tyle, że polecam.

Kompletnie nie spodziewałam się, że polubię To all the boys I loved before. Zaczęłam, bo okładka, potrzebowałam mózgotrzepu, żeby się odstresować (sesja-mode on) i dlatego, że lubię wiedzieć o co chodzi w całym tym boomie na niektóre książki wychwalane przez wszystkich w około. Tej serii było mnóstwo na całym zagranicznym booktubie, więc stwierdziłam, że czemu nie, dam temu szansę, najwyżej zjadę w recenzji. Co o tej książce sądzę dowiecie się za jakiś czas.


Nieco liczb na koniec, żeby ładnie wyglądało:
  • ilość książek przez 3 miesiące: 7
  • książka fizyczna: 1
  • audiobooki: 6
  • książek po angielsku: 5

Tym drobnym akcentem kończę. 

Do rychłego napisania,
Weronika G.

PS Serio rychłego, zmądrzałam i napisałam notki na zapas! :D