czwartek, 18 lutego 2016

Rozpętam g****burzę, czyli Obsydian - Jennifer L. Armentrout

Lekko przygłupia małolata, przystojny, arogancki chłopak z jakąś tajemnicą typu: wilkołak, kosmita, wampir, wymieszajmy to z zakazanym romansem, dodajmy jeszcze jakieś niebezpieczeństwo zagrażające młodym, najlepiej przez ich związek i BUM! Mamy przepis na sprzedajną młodzieżówkę.



Schematyczność, to chyba jedyne, co jestem w stanie z siebie wykrzesać po tej lekturze. Deamon... Nadzwyczaj mocno kojarzy mi się z Damonem Salvatore. Szczerze, są prawie że identyczni, poza faktem, że jeden to wampir, drugi kosmita. No i Black kojarzy mi się raczej ze słabą imitacją Salvatore. 

Katy za to jest typową przedstawicielką swego gatunku. Głupiutka małolata, pakująca się w kłopoty bez przerwy, tak jakby nie miała za grosz instynktu samozachowawczego. Ćma, Katy jest taką ćmą, lgnie do ognia, wiecznie się pakuje w kłopoty i doprowadza tym czytelnika (a przynajmniej mnie), do szału. Jej głupota zwyczajnie mnie przeraża. Czegokolwiek by nie robiła, zrobi to całkowicie bezmyślnie wpadając przy tym w kłopoty, podczas gdy jej książę na białym koniu musi ją wiecznie ratować. 

Poza głupotą bohaterki, denerwowały mnie także jej reakcje. Facet jej mówi, że jest kosmitą? Ok, whatever. A co na obiad? Przyjaciele jej każą uważać na chłopaka, który ewidentnie nie chce dla niej niczego dobrego? A wypnę się na nich, nie będą mi mówić jak mam żyć! Zero racjonalnych reakcji, myślenia. W takich momentach miałam ochotę rzucić tę książkę w cholerę i zająć się czymś lepszym.

Fabuła jest zwyczajnie płytka. Wszystko sprowadza się do starego schematu, o którym wspomniałam na początku. Bad boy, który okazuje się być dobry, choć niefortunnie jest jakimś wilkołakiem czy innym nie wiem czym, niezbyt inteligentna dziewczyna i romans. Żeby ten romans był chociaż sam w sobie ciekawy, nie. Jest tak nudny jak same flaki z olejem. A to dlatego, że wszystko co się działo w książce byłam w stanie przewidzieć. 

Nawiązując do fabuły i porównań tej sagi do Zmierzchu, nasuwał mi się przez całą książkę cytat Stephena Kinga:

Harry Potter jest o przezwyciężaniu strachu, znajdowaniu wewnętrznej siły
i robienia tego, co jest słuszne w walce z przeciwnościami.
Zmierzch jest o tym, jak ważne jest to, by mieć chłopaka.

Co prawda, zmierzchu nie czytałam, ale taki był główny  cel tej książki. Nie widziałam w niej nic więcej. No może poza promowaniem chorych relacji między dziewczyną a chłopakiem, bo czymś normalnym bym tego nie nazwała. Facet jest zwyczajnie aroganckim dupkiem, a dziewczyna wciąż się nim zachwyca. Gdzie tu sens, gdzie logika? Ba, całą książkę miałam wrażenie, że to jego zachowanie jest ukazywane jako właściwe. Łobuz kocha najmocniej? No nie sądzę.

Okej, może Obsydian nie był aż tak tragiczny, ale na pewno nie była to dobra książka. Powiedziałabym raczej, przeciętna. Dobra, bez mydlenia, nie podobała mi się, ani trochę. Nudziłam się, wydarzenia były strasznie przewidywalne, dialogi dość... drętwe? A może to głupota (wybaczcie, że głupota, głupia, głupiutka powtarza się tu tak często, nie mogę inaczej) głównej bohaterki denerwowała mnie na tyle, że nie byłam tego w stanie znieść? Ewentualnie tak bardzo przejadł mi się schemat naiwnej dziewczyny rozpływającej się na widok przystojnego, tajemniczego i sarkastycznego faceta. Prawie że wszystko denerwowało mnie w tej książce, tym bardziej dialogi. Może najzwyczajniej w świecie nie miałam ochoty na powieść tego typu? W końcu czytywałam podobne, jednak nie denerwowały mnie, nawet się podobały. Ot, coś lekkiego dla odmóżdżenia się. W tym jednak wypadku, cudem dotrwałam do końca. 

Jednakże końcówka była już nieco lepsza. Coś się zaczęło dziać, postacie mnie aż tak nie denerwowały, więc dokończyłam. Jednak Deamon wciąż pozostał dupkiem, a Katy mało bystrą małolatą.

Od samego początku wszystko mnie w tej książce denerwowało, postanowiłam jednak dać jej szansę. W końcu tylu ludzi się nią zachwyca. Teraz powiem tyle, że szkoda, bo mogłam przeczytać coś co bardziej umiliłoby mi czas, wniosło jakiś morał do życia, zamiast niesmaku i rozczarowania. Nawet mimo lepszego końca, nie podobało mi się niestety.

Jak się pewnie domyślacie, nie mam najmniejszego zamiaru sprawdzać czy kolejne książki z tej serii są lepsze.


Kończąc całą moją długaśną wypowiedź mającą na celu wyładowanie moich kłębiących się emocji (niestety na pewno nie pozytywnych) dodam jeszcze, że nie mam nic do samej autorki, ani do fanów tejże serii. Wiem jak to bywa w wypadku popularnych serii, że fanki obrażają się gdy ktoś skrytykuje ich ulubioną książkę, niemniej jednak, każdy ma swój gust. Ja chyba zwyczajnie jestem za stara na serię Lux, bo podejrzewam, że Weronika sprzed 5 lat byłaby nią zachwycona.

5 komentarzy:

  1. Nie spodziewałam się niczego więcej od tej książki XD

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie się spodziewałam więcej po zachwytach jakie mi zafundowano. Ba! Osoby mające gust podobny do mojego się zachwycały, nalegały, że muszę, no i jest efekt ._.

      Usuń
  2. Ach, a ja po prostu chcę spróbować, choć niezbyt lubię paranormal romance, a porównania do Zmierzchu... Ble. Ale Meredith mi nie odpuści, jeśli kiedyś nie spróbuję :D A co do Zmierzchu - czytałam. Nie zgodzę się w pełni z Kingiem. Bo Zmierzch jest o tym, jak być totalną ofiarą życiową i mieć chłopaka. Takie małe uzupełnienie :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha :D No to tutaj nieco inaczej, jak mieć zero szacunku do samej siebie i jak latać za aroganckim ^$#%^&* :D

      Usuń
  3. Dobra jeszcze porównanie do Damona Salvatore brzmi całkiem pociągająco bo kolesia ubóstwiam, ale czy mam ochotę o czymś podobnym czytać? Teraz to jestem w kropce ... ;/
    Strasznie mam ochotę na te pozycję, ale się boję :(

    Buziaki
    http://coraciemnosci.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za uwagę. Zostaw po sobie ślad, będzie mi jeszcze milej widząc, że tu byłeś/aś. :)