środa, 31 sierpnia 2016

Podsumowanie sierpnia i wrześniowe plany

Dobry wieczór ;)

Kolejny miesiąc już za nami, młodsi muszą od jutra iść do szkoły, studenci mają jednak więcej szczęścia, więc został mi jeszcze miesiąc swobodnego czytania. A tym czasem, oto co przeczytałam w sierpniu.


Miesiąc zaczęłam od English Lovers ReadAThon i dokończenia PS I still love you Jenny Han. Post o całej serii napisany po angielsku znajdziecie <tu>. Jednak wiem, że nie każdy angielski zna, więc może powiem nieco na temat tej serii w tym poście. Muszę przyznać, że mimo bycia typową młodzieżówką, to seria ta bardzo mnie wciągnęła. Ta historia sama w sobie jest po prostu urocza i naprawdę przyjemnie było móc ją czytać. Sądzę jednak, że całość można było zawrzeć w jednej książce, dłuższej, ale bez tego ciągłego krążenia w okół całej sprawy z video. Mam wrażenie, że ten wątek w drugiej części był zwyczajnym zapychaczem. Mimo, że pomysł był dobry, to zdecydowanie zbyt wiele się na nim opierało i zbyt wiele uwagi było mu poświęconej. Jednak wciąż przyjemne czytadło i polecam. ;)


Następną skończoną przeze mnie lekturą jest The Call of the Wild Jacka Londona. Co tu wiele mówić, głównym bohaterem jest pies i już to jest powodem, żebym kochała tę książkę. Drugim jest jeden z moich ulubionych lektorów, czyli genialny Mark Smith. Więcej nie będę mówić teraz, bo szykuję post na temat tej książki.


Klasyki lubię i uważam, że naprawdę warto je czytać. Z tego też powodu sięgnęłam po Venus in Furs Leopolda von Sacher-Masocha. Trudno mi było przebrnąć przez tę lekturę. Z początku wszystko płynęło, jednak mniej więcej w połowie zaczęłam się męczyć czytając. Wciąż jednak uważam, że jest to książka, którą warto przeczytać, a o tym mam zamiar napisać kilka słów więcej w oddzielnym poście.


Lucy Maud Montgomery jest wciąż jedną z moich ulubionych autorek, mimo że w teorii jej książki są dedykowane młodszym czytelnikom. Złocista droga opowiada historię grupki dzieci żyjących na początku XX wieku. Styl jest typowy dla Montgomery, a akcja dość powolna. Dla mnie, idealna lektura na odprężenie i oderwanie się od świata dzisiejszego, chociażby przez inne wartości jakie książka porusza. Cóż, ja zawsze się czułam jak z innej epoki i jakbym kompletnie nie pasowała do tego jak się zachowują ludzie teraz, więc dla mnie była to naprawdę miła odskocznia.


Czy tylko mi okładka się kojarzy z Cacao DecoMoreno? :D
Książka Milewskiego jest czymś, czego w życiu się nie spodziewałam, że przeczytam. Nawet nie wiem w jaki sposób mam ją określić. Powieść? Zdecydowanie nie, bo brak tu fabuły. To po prostu książka historyczna, ukazująca jak dawniej żyli ludzie w Warszawie. Mamy tu najróżniejsze cytaty z gazet, fragmenty tego, co ukazało się w radiu itd. Kto mnie zna, ten wie, że lekcje historii mnie zawsze usypiały, tutaj jednak miło się zaskoczyłam i słuchałam z zaciekawieniem. Również lektor był ogromnym plusem, więc także polecam. Również na temat tej książki chciałabym napisać kilka słów więcej.


Pozachwycać się Maybe Someday mogłam dzięki przekochanej <Justynie>, która zorganizowała booktour z tą książką w roli głównej. Mimo kilku wad jakie ta książka miała, wsiąknęłam w nią na calutki dzień i przeczytałam za jednym zamachem. O tej powieści słyszał już chyba każdy, kto nieco siedzi w świecie książkowym, więc daruję sobie jej opis tutaj. Z pewnością pojawi się oddzielny post na jej temat.


Tajemniczy ogród czytał chyba każdy z nas, ale czy także Małą księżniczkę tego samego autora? Bez zastanowienia mogę powiedzieć, to jest moja najlepsza książka tego roku. Ma w sobie tyle czaru, uroku, piękna, a jednocześnie smutku. Jest to wzruszająca historia dziewczynki, która żyła niczym mała księżniczka, aż jednego dnia straciła wszystko, co miała - ojca, cały majątek i dotychczasowe życie. Z dziecka z bogatego domu stała się dzieckiem żyjącym na łasce innych. Również na temat tej powieści chcę napisać oddzielny post, ale póki co od razu powiem, przeczytajcie to. Koniecznie.


Muszę przyznać, że jestem z tego miesiąca całkiem zadowolona pod kątem czytelniczym. Oto jak prezentuje się mój sierpień w liczbach:

  • postów: 8
  • recenzji: 2
  • książek przeczytanych: 7
  • książek po angielsku: 5
  • książek polskich autorów: 1


Wraz z Kitty z Biblioteczki Ciekawych Książek zorganizowałyśmy maraton czytelniczy po angielsku i mimo małej ilości uczestników, cieszę się, że udało nam się zachęcić kilka osób do spróbowania czytania w obcym języku. W końcu w kupie raźniej. :)


Co do moich planów na wrzesień, mam jeszcze miesiąc wakacji, więc chciałabym wykorzystać ten czas jak tylko mogę, nim mnie przygniecie nawał lektur na uczelnię. Tak więc w tym miesiącu chcę przeczytać:

 

Mam nadzieję oczywiście, że przeczytam zdecydowanie więcej, jednak wolę nie nakładać na siebie zbytniej czytelniczej presji.


Dajcie znać w komentarzach ile książek udało się Wam przeczytać w sierpniu i co macie zamiar pochłonąć we wrześniu. Tym czasem ja idę dla Was pisać kolejną "recenzję".

Do napisania,
Nika

poniedziałek, 29 sierpnia 2016

"Nawiedzony dom" Joanny Chmielewskiej

Ten kto ma rodzeństwo ten wie, że jest ono najlepszym partnerem w małych, dziecięcych intrygach. Mając jedno, wiecznie kombinujące dziecko w domu, masz spory kłopot. Mając dwie knujące główki w domu, uzupełniające swoje dziwne pomysły, masz o wiele więcej kłopotów.
 - Mój tatuś dostał spadek... 
- Co dostał? - wyrwało się nauczycielce. 
- Spadek - wyjaśniła Janeczka bardzo uprzejmie - To jest taki majątek od kogoś, kto jest nieboszczykiem.

Janeczka i Pawełek to dwójka bystrych dzieciaków, które skutecznie manipulują dorosłymi. Straszą, knują i szantażują. Przeprowadzają się z bloku do kamienicy odziedziczonej po krewnym i właśnie wtedy rozpoczyna się akcja książki. Rodzeństwo zauważa wiele ciekawych zdarzeń, do których dopisuje sobie oczywiście własne teorie. Postanawiają rozwikłać zagadkę, co znajduje się w zamkniętej części i jednocześnie wykurzyć sąsiadkę z mieszkania.

Babcia była przeciw, a dziadek zawsze robi to, co babcia każe, nie ma nic do gadania (...).

Przyznam szczerze, że cały wydźwięk powieści skojarzył mi się ze Scooby Doo. Wścibskie dzieciaki i ich pies krzyżują plany przestępcom. Janeczka i Pawełek są bezczelni, pyskaci, wścibscy, a przy tym niesamowicie rozbrajający. Takie typowe inteligentne i nieco zbyt śmiałe dzieci, których nie da się nie kochać. Książka jest opowiedziana z ich perspektywy, więc tym bardziej nadaje to książce charakteru i komizmu.

Czy jest to powieść wybitna? Czy będę ją wychwalała wniebogłosy, kazała przeczytać każdemu z kim tylko porozmawiam o książkach? Nie. Ta opowieść była lekka, zabawna i umiliła mi wieczór, tak jak miała za zadanie, jednak nie jest to z pewnością literatura wysokich lotów. Fabuła nie jest niczym szczególnie górnolotnym, jednak całość mocno nadrabia głównymi bohaterami i komizmem. Muszę przyznać, że zachowania tych dzieci, były zupełnie typowe, ale przez to, że były ukazane z dziecięcej perspektywy, były naprawdę przezabawne.

Tak więc, jeśli nie szukacie książki z zaskakującą, zawiłą fabułą, która by Was trzymała w napięciu od początku do końca, niczego ambitnego, a jedynie lekkie, zabawne czytadło na jeden wieczór, to serdecznie polecam. Myślę, że dla dzieci będzie to także ciekawa lektura, więc może warto usiąść ze swoim dziesięciolatkiem i poczytać razem z nim.

❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀ ❀

Przypominam, że wciąż można wysyłać prace na konkurs maratonowy! Czas do końca sierpnia.

środa, 24 sierpnia 2016

To all the boys I loved before & PS I Still love you - Jenny Han (ENG)

Hi guys!

Zaczynając od polskiego, żebyście wiedzieli, o co w ogóle chodzi, wraz z Kitty postanowiłyśmy także napisać jeden tekst po angielsku, żebyście nie byli osamotnieni w tym zadaniu konkursowym. ;)

Może nim przejdę do właściwej części zaproszę Was jeszcze do Kitty, która pod koniec posta napisała jakie są jej wrażenia po maratonie i pierwszym czytaniu po angielsku. Przyznam, że ma dziewczyna naprawdę mnóstwo racji i chciałabym, żeby każdy mógł to przeczytać i zobaczyć, żeby sam się przekonał.

Ok, let's begin with the right part. ;)


When I came across To all the boys I loved before I though it would be stupid, dull and very trait book. But still, I wanted to make my own opinion. I heard a lot of things about this series on booktube and I was convienced it can't be good at all. I was mistaken.

To all the boys I loved before is the book about Lara Jean who used to write goodbye-letters to the boys whom she loved. She kept them in a hatbox under her bed and didn't want anybody to read it. Once, her letters were send out in some mysterious way and all those boys got their letters. I would say, crappy situation.

When I started reading, I got sucked into the book and I read as much as I only could. Maybe it wasn't anything fancy, or very new, but it had something in it that kept me reading. If I was to describe the whole story it would be lovely. Everything was just lovely. The relationship between the sisters, between daughters and their father, between Lara Jean and Stormy and finally, between her and the boys. I think it's a great read for young girls, because it has so many hidden values in it, loyality, how to deal with problems and many more. It's all about troubles of young girls.

I felt like characters in the books were real. Their troubles were just normal, regular struggles of casual people. They had belieavable emotions and reactions. This is what lacks many of the books.

I've got only one obligation, the story could be stand alone. First book was a little bit too short, it was just cut and left me with the feeling "wait, what happened?". The story from the second book could be just put together with the first book and make up one big story. I think it would be much better option.

On the whole, I really enjoyed the series. It gave me what it was suppose to give, a little bit of relax.

niedziela, 21 sierpnia 2016

TAG Serie, które porzuciłam


Wstyd, hańba i... nie no, nie będę Wam kłamać. Kompletnie nie czuję żadnego wstydu czy czegokolwiek takiego jeśli chodzi o niedokończone serie. Nie czuję potrzeby skończenia czegoś, to tego nie robię, bo i po co marnować cenny czas. Oto 5 serii, których nie mam zamiaru kończyć w najbliższym czasie, lub i wcale.

Lux

Chyba nie muszę powtarzać dlaczego. Zwyczajnie zajrzyjcie do <tego> posta i będziecie wiedzieli. Jedna z najbardziej znienawidzonych przeze mnie książek. Tępota głównej bohaterki i dupkowatość jej chłopaka marzeń mnie dobiły i zniechęciły do całej twórczości Jennifer L. Armentrout bardzo skutecznie.

Max Mingus

Pana Klarneta czytałam na początku 2015 i o ile książka mi się podobała, to przez czas, który minął odkąd ją skończyłam, straciłam ochotę na czytanie kontynuacji. Niestety bywa i tak. Książka była dobra, ale nie na tyle, żeby chciało mi się ją czytać ponownie przed czytaniem kontynuacji.

Pamiętniki Wampirów

Zaczęłam je jako małolata. Wiecie, siano w głowie i te sprawy (nie obrażając dziewczyn, które mają tyle lat co ja wtedy. Zwyczajnie stwierdzam, że ja byłam wtedy o wiele głupsza), więc namówiona przez przyjaciółkę zaczęłam. Pierwsza książka mi się spodobała, szału nie ma, dupy nie urywa, ale na moje ówczesne standarty książka była ok. Druga... zaczęły się schody. Fabuła stała się nudna, naciągana i strasznie mnie irytowały te dziwne stworki, których nazwy nie pamiętam. Trzecią zaczęłam i rzuciłam w kąt, bo mnie tylko irytowała.

Jeżycjada

Nie powiem, dobrze wspominam tę serię, książki mojego dzieciństwa, ale niestety chyba już jestem na to za stara i mnie do nich nie ciągnie, więc daruję sobie kilka tych powieści, które pominęłam. Jednak polecam spróbować, szczególnie dziewczynom w wieku ok. 12-14 lat może przypaść do gustu, jeśli się je weźmie z lekkim przymrużeniem oka.

Janeczka i Pawełek

Pierwszą książkę z serii, Nawiedzony dom, skończyłam stosunkowo niedawno. Podobała mi się. To czemu jej nie kończysz?! Ktoś zapyta. Bo moja cudowna biblioteka miejska ma kilka wyświechtanych dobrych książek, poradniki dla rolników i dwa regały harlequinów. Także tego... Może gdzieś dorwę resztę serii, bo przypadła mi do gustu twórczość Chmielewskiej.




Do zrobienia tego tagu nominuję Isabel z bloga/vloga Isabel Czyta, Kitty z Biblioteczki Ciekawych Książek i Justyśkę z Z miłości do książek. I to by było na tyle dzisiaj. A jakie serie Wy porzuciliście? Chętnie poczytam wasze wyznania. ;)

Zaczytanego dnia, Kochani!
Nika

czwartek, 18 sierpnia 2016

Audiobook - "czytelnicze oszustwo", czy po prostu inna forma?

Zdjęcie ze strony lovely.pl
Moje przygody z książką czytaną.
Na samym początku nie lubiłam audiobooków i trudno mi było się do nich przekonać. Uważałam je za stratę czasu i że nie wyciągnę z książki tyle ile w trakcie czytania tradycyjnego. Nie lubiłam lektorów, którzy mnie czasem doprowadzali do szału. Jednak lektur było mnóstwo, czasu bardzo mało. Obowiązki, pasja, szkoła. Wyjeżdżałam z domu o 6.40 i wracałam o 16. Do tego dochodziła nauka, sprzątanie i inne pożeracze czasu. Wychodziło tak, że na lektury nie miałam najmniejszej ochoty. Raz musiałam dokończyć zamówienie na następny dzień i na następny dzień musiałam też przeczytać Ferdydurke. Pan Fronczewski okazał się niezawodny, przeczytał to za mnie, lektura z głowy i rysunek gotowy, bo przez kilka godzin miałam ręce i oczy wolne, więc swobodnie tworzyłam. Od tego czasu wciskam audiobooki we wszelkie możliwe luki w moim dniu i tylko dzięki temu daję radę w miarę dużo czytać (na moje możliwości oczywiście). 

Dla kogo są audiobooki?
Według mnie, dla każdego. Wystarczy znaleźć swoją metodę na to kiedy ich słuchać i co robić w trakcie. Też nie byłam przekonana, ale po kilku próbach, różnych lektorach i kombinacji co robić, żeby faktycznie słuchać z przyjemnością, udało się. 

Szczególnie polecam osobom ze słabym wzrokiem, jak ja. Odkąd zaczęłam słuchać audiobooków moje oczy są w znacznie lepszej kondycji, bo nie obciążam ich tak bardzo czytaniem.

"Zbyt wolno czytane."
Tutaj rozwiązanie jest jeszcze prostsze. Audiobooki można zwyczajnie przyspieszyć. Są aplikacje na telefon dedykowane do słuchania audiobooków, świetne do tego celu. Tak samo słuchając na youtube (można znaleźć tam masę audiobooków z domeny publicznej) można szybko i łatwo dostosować prędkość słuchanych audiobooków.


"Irytuje mnie interpretacja lektora."
Nie wiem czy zadziała dla każdego, ale przyspieszony audiobook o 2x traci na zdolności irytowania. Zaczynam wtedy ignorować interpretację i niewiele dla mnie znaczy, mimo że przy normalnej prędkości dostałabym szału.

"Nie mogę się skupić na tym czego słucham!"
Znów, trzeba znaleźć sposób. Mi się naprawdę przyjemnie czytało mając przed oczami książkę jednocześnie jej słuchając. Niby mija się z celem, ale pomaga się przyzwyczaić.

Zauważyłam, że w czasie kiedy się skupiam tylko na audiobooku to mało z niego ogarniam i w sumie się nudzę. Najlepsze są do tego bezmyślne czynności. Słuchając audiobooka gram sobie w Fishdom, sprzątam dom (moja ulubiona wersja, czyni sprzątanie mniej bolesnym), spaceruję, ćwiczę czy robię inne tego typu rzeczy. Zdecydowanie wtedy łatwiej mi się skupić na książce, więc może zadziała też i na Was. ;)

"Szybciej czytam zwykłe książki, to strata czasu."
Zależy od sposobu patrzenia na audiobooka. Jeśli się spojrzy na audiobooki pod kątem zapychaczy i traktuje się oddzielnie od książek zwykłych, to wręcz jesteśmy w stanie przeczytać więcej niż zwykle. Sama jestem osobą czytającą dużo szybciej niż lektorzy, jednak gdyby nie audiobooki, czytałabym o wiele mniej. 

Więc kiedy słuchać, by powiększyć swój stosik?
Zamiast w regularnym czasie czytania, myślę, że lepiej jest "wciskać" audiobooki w luki w ciągu dnia. 

Wiele z nas dojeżdża do pracy lub szkoły, więc jest to zawsze kilkanaście/dziesiąt minut dziennie na słuchanie audiobooka. O ile jeżdżący jako pasażerowie mogą czytać normalnie, o tyle dla kierowców jest to ciekawa alternatywa. Ja sama tygodniowo spędzam ok. 6 godzin tygodniowo w aucie, to już jest jedna, średniej grubości książka.

Jeść lubi chyba każdy, stać i nudzić się nad garami już niekoniecznie. Mimo że gotować lubię, to pilnując jak mi się wszystko gotuje, zwyczajnie się nudzę. Niby mogłabym wziąć zwykłą książkę, ale jest dość nieporęczna w tym wypadku, a słuchając mogę czytać robiąc w kuchni dosłownie wszystko. A stosik rośnie. ;)

Sprzątanie mieszkania, ogrodu, pielenie, przycinanie żywopłotu sekatorem itd. itp. Słuchawki w uszy i natychmiast wszystkie te czynności stają się przyjemniejsze. Kiedyś się przyłapałam na tym, że specjalnie zrobiłam gruntowne porządki, byle dokończyć słuchaną książkę, a bez sprzątania dziwnie się jej słuchało. 


Jedno zdanie. Audiobooka w kąpieli nie zamoczysz.


Zależnie od nastroju, przy ćwiczeniach słucham muzyki, albo audiobooka. Jeśli nastawiam się na dość luźny wysiłek fizyczny, bez szaleństw, ale przez dłuższy czas, to sięgam po audiobooka. Bardzo umila spacery, truchcik czy rozciąganie.

Kolejki to zmora, a słuchając książki nie wyglądam jak ufoludek dla otoczenia. Biedronka i zakupy mi nie straszne kiedy w tle leci jakaś historia. Jedyny minus jest taki, że czasem muszę zapauzować kiedy się skupiam, żeby sobie przypomnieć czego mi brak i co zrobić na obiad.

Możliwości jest jeszcze więcej, to już zależy od Was i tego jak wygląda Wasz dzień. Sami bardzo szybko wymyślicie gdzie moglibyście wpleść książkę słuchaną w wasz grafik.


Mam nadzieję, że post był dla Was ciekawy i w jakiś sposób pomocny. Dajcie mi znać jak podobają się Wam posty tego typu.

Do napisania,
Weronika G.

poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Dreszcz - Jakub Ćwiek

Sex, drugs and rock&roll! No i kebab. Oto hasła przewodnie tej powieści.


Kumpel już ze 3 lata temu zagroził mi, że się obrazi, jeśli nie przeczytam. Zachęcił mnie tymże cytatem:
- Co mi się stało? - zapytał.
- Wersja dugo czy krótko?
- Krótka.
- Pieron cie ciulnoł.

piątek, 12 sierpnia 2016

Podsumowanie English Lovers Bookathon!

Hej Wam wszystkim!

Wiem, zły ze mnie człowiek, nie wstawiałam postępów na instagrama. Podziękujmy mojemu telefonowi, który się zepsuł. Najlepszy Tata Świata już naprawił, będzie dobrze! I dodatkowo powinnam była podsumowanie wstawić wczoraj, ale miałam taki sajgon, że nie zdążyłam zwyczajnie. Trochę za dużo rzeczy do zrobienia na raz.


Nie udało mi się przeczytać ile chciałam, wpadłam w typowy reading slump, a to za sprawą Maybe Someday, które przyszło do mnie z wędrującej książki u Justyśki i o którym myślałam przez cały maraton. Mimo to, wynik nie jest taki zły i czytałam zdecydowanie więcej niż zwykle, bawiłam się dobrze, a o to najbardziej w tym wszystkim chodziło.

W ciągu tych 6 dni ukończyłam czytać 2 książki i zaczęłam kolejne 3. Poniżej wypisałam ile ruszyłam każdej z nich.

Venus in Furs 94 str.
The Golden Road 130 str.
PS I still love you 203 str.
The call of the wild 172 str.
Witch and Wizard 18 str.

RAZEM: 617 stron

Dziękuję wszystkim, którzy wzięli udział, wszyscy jesteście wspaniali i jestem dumna z każdej osoby, która uczestniczyła, nie ważne ile przeczytaliście. Szczególnie jestem dumna z tych, którzy czytali książki w obcym języku pierwszy raz.

To by było tyle na dziś. Jutro przejrzę blogi wszystkich uczestników i zostawię swój ślad.

Do napisania,
Nika

PS, pamiętajcie o konkursie!



czwartek, 4 sierpnia 2016

TBR English Lovers ReadAThon + NIESPODZIANKA

Hej, hej!

English Lovers ReadAThon uważam za oficjalnie otwarty! Mimo, że jest nas bardzo malutko, to i tak miło widzieć, że chociaż kilka osób przełamało się i chce razem z nami czytać po ichniemu ;)
Jest maraton, jest i TBR. Książki miały być 3, żeby móc sobie między nimi żonglować jeśli jakaś jest za trudna. Ja stwierdziłam, że postaram się skończyć cztery, bo dwie z nich zaczęłam już wcześniej.
Dwie pozostałe w innym formacie,
więc spróbujcie je sobie po prostu
wyobrazić na wierzchu stosu. :P
  1. PS I still love you Jenny Han (od 24'go rozdziału) - ebook
  2. The call of the wild Jack London - audiobook
  3. Witch & Wizard James Patterson - książka fizyczna (od 31 strony)
  4. Sweetheart Chelsea Cain - książka fizyczna
Swoje postępy będę publikowała na niedawno przeze mnie założonym instagramie. Postaram się w miarę regularnie wstawiać jak mi idzie. Chętnie zobaczymy także Wasze stosiki i poobserwujemy jak sobie radzicie w czasie maratonu, na Waszych blogach, albo na instagramie pod hasztagiem #elreadathon2016.

A teraz czas na małe ogłoszenie parafialne.




UWAGA KONKURS

Skoro maraton czytelniczy po angielsku, to i o ksiażce wypadałoby skrobnąć kilka słów w tym języku. Wraz z Kitty organizujemy dla Was konkurs. Waszym zadaniem jest napisanie opinii po angielsku zachęcającej do przeczytania danej książki (bądź jeśli chcecie ponarzekać, obsmarujcie jakąś powieść, droga wolna 😛 ).

Ogólne zasady co do wpisu:
-możecie, ale nie musicie go publikować,
-praca powinna mieć 300-350 słów,
-przedimki (a, an, the) też się liczą,
-skróty (can't, I've itd.) liczą się jako dwa słowa.


Zasady udziału:
-możecie się zgłosić u mnie pod tym postem, bądź u Kitty
-zgłaszać się możecie od teraz do 31.08.
-czas na wysyłkę prac trwa od 10 do 31 sierpnia
-prace wysyłajcie na mail nikaogolnie@wp.pl z tytułem KONKURS ELR
-obswujcie nasze blogi,
-obserwacja fp wedle uznania 😉
-adres wysyłki tylko na terenie RP
-jeśli macie bloga, fanpage, instagrama - udostępnienie banera konkursowego.


Przyznamy dwie nagrody. Kitty jako że lubi kreatywność nagrodzi najciekawszą pracę. Ja zaś jako typowy belfer dam nagrodę za najbardziej poprawny wpis. Czym obdarujemy zwycięzców dowiecie się przy ogłaszaniu wyników, bo chcemy w miarę możliwości spersonalizować nagrody. 😉



Wzór zgłoszenia:
Obserwuję blogi jako:
Obserwuję FB: tak/nie jako
Banner:
e-mail:




Miłego czytania, nie ważne w jakim języku.
Powodzenia i do napisania,
Weronika