czwartek, 18 sierpnia 2016

Audiobook - "czytelnicze oszustwo", czy po prostu inna forma?

Zdjęcie ze strony lovely.pl
Moje przygody z książką czytaną.
Na samym początku nie lubiłam audiobooków i trudno mi było się do nich przekonać. Uważałam je za stratę czasu i że nie wyciągnę z książki tyle ile w trakcie czytania tradycyjnego. Nie lubiłam lektorów, którzy mnie czasem doprowadzali do szału. Jednak lektur było mnóstwo, czasu bardzo mało. Obowiązki, pasja, szkoła. Wyjeżdżałam z domu o 6.40 i wracałam o 16. Do tego dochodziła nauka, sprzątanie i inne pożeracze czasu. Wychodziło tak, że na lektury nie miałam najmniejszej ochoty. Raz musiałam dokończyć zamówienie na następny dzień i na następny dzień musiałam też przeczytać Ferdydurke. Pan Fronczewski okazał się niezawodny, przeczytał to za mnie, lektura z głowy i rysunek gotowy, bo przez kilka godzin miałam ręce i oczy wolne, więc swobodnie tworzyłam. Od tego czasu wciskam audiobooki we wszelkie możliwe luki w moim dniu i tylko dzięki temu daję radę w miarę dużo czytać (na moje możliwości oczywiście). 

Dla kogo są audiobooki?
Według mnie, dla każdego. Wystarczy znaleźć swoją metodę na to kiedy ich słuchać i co robić w trakcie. Też nie byłam przekonana, ale po kilku próbach, różnych lektorach i kombinacji co robić, żeby faktycznie słuchać z przyjemnością, udało się. 

Szczególnie polecam osobom ze słabym wzrokiem, jak ja. Odkąd zaczęłam słuchać audiobooków moje oczy są w znacznie lepszej kondycji, bo nie obciążam ich tak bardzo czytaniem.

"Zbyt wolno czytane."
Tutaj rozwiązanie jest jeszcze prostsze. Audiobooki można zwyczajnie przyspieszyć. Są aplikacje na telefon dedykowane do słuchania audiobooków, świetne do tego celu. Tak samo słuchając na youtube (można znaleźć tam masę audiobooków z domeny publicznej) można szybko i łatwo dostosować prędkość słuchanych audiobooków.


"Irytuje mnie interpretacja lektora."
Nie wiem czy zadziała dla każdego, ale przyspieszony audiobook o 2x traci na zdolności irytowania. Zaczynam wtedy ignorować interpretację i niewiele dla mnie znaczy, mimo że przy normalnej prędkości dostałabym szału.

"Nie mogę się skupić na tym czego słucham!"
Znów, trzeba znaleźć sposób. Mi się naprawdę przyjemnie czytało mając przed oczami książkę jednocześnie jej słuchając. Niby mija się z celem, ale pomaga się przyzwyczaić.

Zauważyłam, że w czasie kiedy się skupiam tylko na audiobooku to mało z niego ogarniam i w sumie się nudzę. Najlepsze są do tego bezmyślne czynności. Słuchając audiobooka gram sobie w Fishdom, sprzątam dom (moja ulubiona wersja, czyni sprzątanie mniej bolesnym), spaceruję, ćwiczę czy robię inne tego typu rzeczy. Zdecydowanie wtedy łatwiej mi się skupić na książce, więc może zadziała też i na Was. ;)

"Szybciej czytam zwykłe książki, to strata czasu."
Zależy od sposobu patrzenia na audiobooka. Jeśli się spojrzy na audiobooki pod kątem zapychaczy i traktuje się oddzielnie od książek zwykłych, to wręcz jesteśmy w stanie przeczytać więcej niż zwykle. Sama jestem osobą czytającą dużo szybciej niż lektorzy, jednak gdyby nie audiobooki, czytałabym o wiele mniej. 

Więc kiedy słuchać, by powiększyć swój stosik?
Zamiast w regularnym czasie czytania, myślę, że lepiej jest "wciskać" audiobooki w luki w ciągu dnia. 

Wiele z nas dojeżdża do pracy lub szkoły, więc jest to zawsze kilkanaście/dziesiąt minut dziennie na słuchanie audiobooka. O ile jeżdżący jako pasażerowie mogą czytać normalnie, o tyle dla kierowców jest to ciekawa alternatywa. Ja sama tygodniowo spędzam ok. 6 godzin tygodniowo w aucie, to już jest jedna, średniej grubości książka.

Jeść lubi chyba każdy, stać i nudzić się nad garami już niekoniecznie. Mimo że gotować lubię, to pilnując jak mi się wszystko gotuje, zwyczajnie się nudzę. Niby mogłabym wziąć zwykłą książkę, ale jest dość nieporęczna w tym wypadku, a słuchając mogę czytać robiąc w kuchni dosłownie wszystko. A stosik rośnie. ;)

Sprzątanie mieszkania, ogrodu, pielenie, przycinanie żywopłotu sekatorem itd. itp. Słuchawki w uszy i natychmiast wszystkie te czynności stają się przyjemniejsze. Kiedyś się przyłapałam na tym, że specjalnie zrobiłam gruntowne porządki, byle dokończyć słuchaną książkę, a bez sprzątania dziwnie się jej słuchało. 


Jedno zdanie. Audiobooka w kąpieli nie zamoczysz.


Zależnie od nastroju, przy ćwiczeniach słucham muzyki, albo audiobooka. Jeśli nastawiam się na dość luźny wysiłek fizyczny, bez szaleństw, ale przez dłuższy czas, to sięgam po audiobooka. Bardzo umila spacery, truchcik czy rozciąganie.

Kolejki to zmora, a słuchając książki nie wyglądam jak ufoludek dla otoczenia. Biedronka i zakupy mi nie straszne kiedy w tle leci jakaś historia. Jedyny minus jest taki, że czasem muszę zapauzować kiedy się skupiam, żeby sobie przypomnieć czego mi brak i co zrobić na obiad.

Możliwości jest jeszcze więcej, to już zależy od Was i tego jak wygląda Wasz dzień. Sami bardzo szybko wymyślicie gdzie moglibyście wpleść książkę słuchaną w wasz grafik.


Mam nadzieję, że post był dla Was ciekawy i w jakiś sposób pomocny. Dajcie mi znać jak podobają się Wam posty tego typu.

Do napisania,
Weronika G.

1 komentarz:

  1. Ostatnio sama zaczęłam się przekonywać do audiobooków i urozmaicać ich słuchaniem codzienne czynności, jak chociażby sprzątanie. O ile kiedyś nie mogłam znieść sprzątania, to teraz robię to nawet z przyjemnością. No i rzeczywiście wielką zaletą jest oszczędzanie wzroku :)

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za uwagę. Zostaw po sobie ślad, będzie mi jeszcze milej widząc, że tu byłeś/aś. :)