poniedziałek, 15 sierpnia 2016

Dreszcz - Jakub Ćwiek

Sex, drugs and rock&roll! No i kebab. Oto hasła przewodnie tej powieści.


Kumpel już ze 3 lata temu zagroził mi, że się obrazi, jeśli nie przeczytam. Zachęcił mnie tymże cytatem:
- Co mi się stało? - zapytał.
- Wersja dugo czy krótko?
- Krótka.
- Pieron cie ciulnoł.



 O ile z góry powiem, że nie była to według mnie książka wybitna, to bawiłam się przy niej dobrze. W porównaniu z tym, co do tej pory miałam okazję czytać i czym bombarduje nas zewsząd rynek czytelniczy, historia była oryginalna. Nie kojarzę ani jednej książki, w której byłby podstarzały rockman-superbohater. Co prawda historia tego jak otrzymał swoje moce jest dość szablonowa, ale w tej książce o to chodziło, przynajmniej według mnie. Tak jakby parodia marvela osadzona w polskich realiach. Nie supermoce, a kontrast między nimi i Zwierzem, Alojzem i babciami poduchowymi daje tę nutkę nowości jak. Całe to zestawienie jest po prostu idealne.

Dreszcz nazwałabym książką prześmiewczą. Wyśmiewane jest tu praktycznie wszystko, od dresów po babcie poduchowe i samego bohatera wliczając. I właśnie przez to spojrzenie z przymrużeniem oka na polską rzeczywistość tak bardzo mnie ta książka bawiła. Mnóstwo sarkazmu i humoru w stylu, który uwielbiam. Ostry żart Rycha sprawił, że nie raz wyglądałam jak idiotka idąc przez miasto z książką w dłoni i śmiejąc się na głos. Same sytuacje dziejące się w tej książce nie raz sprawiły, że dość głupio wypadłam, bo nie mogłam powstrzymać śmiechu kiedy czytałam na zajęciach.

Jeśli spytalibyście mnie kogo darzyłam tu największą sympatią, zdecydowanie będzie to Alojz, za którego postać chwała autorowi. Szczególnie za ten śląski akcent, bo widać, że trzeba było w stworzenie Alojza sporo pracy włożyć, jeśli mogę się tak wyrazić. Ogółem, cała książka jest dopracowana. Mimo niewielkich gabarytów, widać, że Ćwiek dopieścił tę powieść.

Jednak by nie zatracić swojej charakterystycznej cechy, pomarudzę. Nie wiem dlaczego, bo naprawdę dobrze się bawiłam czytając, nie mogłam jej skończyć. Ciągnęła się w nieskończoność i szczerze powiem, że nie wiem czy to wina fabuły, czy może mojego nieodpowiedniego humoru. Przyznam, że momentami czułam jakby za mało było powiedziane, czegoś brakowało i często się zastanawiałam "ale o co w końcu tutaj chodzi" w mało pozytywnym tego słowa znaczeniu. Później jednak wszystko było wyjaśnione i spójne, więc tak w teorii nie mam na co narzekać.

Nie będę się dużo rozwodzić, Dreszcz jest książką dobrą. Może nie wybitną, jednak jest wartym uwagi umilaczem czasu, który Wam serdecznie polecam. A ja czekam tylko, żeby znaleźć czas na drugą część.



1 komentarz:

  1. Ćwiek <3 Ćwiek <3
    Dreszczu co prawda jeszcze nie czytałam, ale zamierzam, bo kocham autora. Jego książki ogółem są prześmiewcze. W Kłamcy wyśmiewa się z mitologii, a w Chłopcach robi parodię Piotrusia Pana :D

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za uwagę. Zostaw po sobie ślad, będzie mi jeszcze milej widząc, że tu byłeś/aś. :)