niedziela, 11 września 2016

Book tour: Maybe Someday - Collen Hoover

Zapisując się na booktour starałam się nie oceniać książki z góry, jednak gdzieś z tyłu głowy miałam, że będzie to słaba książka, ale mimo to chciałam w końcu sprawdzić twórczość Collen Hoover. Kiedy zaczęłam ją czytać, moje przekonania się potwierdzały. Nie mogłam się wgryźć w historię, ani polubić bohaterów. Tak po prostu, nie wchodziła mi ta książka i koniec. Jednak przechodząc do rzeczy, o czym jest ta opowieść?
Oboje mają poukładane życie. Ona mieszka z przyjaciółką, jest w stabilnym związku, studiuje i ma całkiem znośną pracę. On z kolei jest muzykiem i komponuje muzykę dla swojego zespołu. Tylko on ma jeden problem, nie może ułożyć słów do swojej muzyki. Kiedy zauważa dziewczynę z sąsiedztwa śpiewającą do jego piosenek, postanawia, że musi ją poznać. Chwilę po tym jej dotychczasowe życie rozpada się na kawałki, co rozpoczyna ogromne zmiany w życiu obojga.

Fabuła najpierw wydawała mi się nieco naciągana, jednak z czasem coraz bardziej podobało mi się jak autorka stawiała nacisk na relację głównych bohaterów. Wszystko tak naprawdę opiera się na tym. Co mi się bardzo podobało, nie było tutaj nagłego wybuchu miłości, jednak stopniowo wszystko rozwijało się, nie było do przesady przesłodzone. Mieli życiowe problemy, z którymi zmaga się też część z nas, co bardzo mi się spodobało. Coś co mi się niesamowicie podobało, to ukazanie dwóch artystycznych dusz i tego jak piękne jest samo tworzenie, tym bardziej wspólne. Nigdy nie czytałam książki, w której byłby ten temat tak dobrze przedstawiony. Przez pewną rzecz ich muzyczna więź była jeszcze bardziej niesamowita, jeszcze bardziej intymna i fascynująca, nie chcę jednak mówić o co chodzi, bo wolę Wam nie spojlerować. Jednak kto czytał, na pewno domyśla się o co mi chodzi. ;)

Bohaterowie mieli wady i zalety. Na początku nie lubiłam nikogo z nich, nawet ociupinkę. Byłam pewna, że Ridge będzie typowym bad boyem, jego współlokatorzy jak jeden mąż byli nieznośni, a sama Sydney to narzekająca buła. Jedyną osobą jaką polubiłam od razu jest Maggie. Z czasem jednak, kiedy więź między Ridgem i Sydney się zacieśniała, ja też przywiązywałam się do nich coraz bardziej. To, że każda postać miała jakieś swoje skazy czyniło ich bardziej prawdziwymi, co chyba każdy czytelnik bierze za plus.

Mam jednak małe zastrzeżenia co do stylu autorki. Momentami był on trochę niedojrzały, czułam jakby przydało się jeszcze jedno edytowanie. Mimo to, nie było strasznie i czytało mi się całkiem dobrze.

Podsumowując, czy polecam? Tak. Jeśli macie ochotę na romans, który nie jest banalny i płytki, to bardzo polecam. Mnie ruszył do tego stopnia, że sama przez tę książkę zrobiłam radykalną zmianę w moim życiu (no, z pewnością nie jest to całkowicie zasługa ksiażki, ale przeczytałam ją zdecydowanie we właściwym czasie), więc sądzę, że to już jest jakiś dowód na to, że jest to powieść dość wartościowa. Odczucia mam nieco mieszane, nieco guilty pleasure, a z drugiej strony coś naprawdę wspaniałego. Z pewnością nie żałuję spędzenia nad tą powieścią całego dnia.

Moja ocena: 7,5/10


Dziękuję Ci, Justyna, za możliwość uczestniczenia w booktourze, i że dzięki Tobie mogłam przeczytać tę powieść. Była to moja pierwsza styczność z wędrującą książką i muszę przyznać, że świadomość tego ile osób czytało tę książkę przede mną była czymś fascynującym. Przez dopiski na karteczkach itp. czułam się jakbym czytała tę książkę razem z koleżanką. Naprawdę coś wspaniałego i cieszę się ogromnie, że się zdecydowałam. :) Pozdrawiam też serdecznie Anie, od której dostałam piękną pocztówkę z Warszawy. Dziękuję Kochana <3 

Do napisania,
Nika

4 komentarze:

  1. Super, że mimo początkowych z nią problemów dałaś się przekonać i brnęłaś dalej by przekonać się co się wydarzy ;) Cieszę się, że w jakimś stopniu podobała Ci się ona ♥
    Już niedługo podsumowanie więc zapraszam już dziś ;))
    Buziaki <3

    OdpowiedzUsuń
  2. Zapraszam Cię kochana na oficjalne podsumowanie Book Touru! ♥
    http://coraciemnosci.blogspot.com/2016/09/maybe-someday-zakonczya-podroz-czyli.html

    OdpowiedzUsuń
  3. Czytałam dwie książki Colleen Hoover, "Hopeless" oraz "Losing Hope" i obie bardzo mi się spodobały. Wprawdzie świeżo po ich przeczytaniu byłam pełna pozytywnych emocji, mój entuzjazm trochę osłabł z perspektywy czasu, ale mimo wszystko sentyment pozostał :) Po "Maybe Someday" także z pewnością sięgnę, a tym bardziej zachęca mnie fakt, że relacja między bohaterami rozwija się stopniowo. Jakoś nie przepadam za miłością od pierwszego wejrzenia :D

    OdpowiedzUsuń
  4. kocham tą książkę!! Uwielbiam Colleen Hoover!!
    Zostałaś tagnięta w "I am the reader book tag"
    I am the reader book tag

    OdpowiedzUsuń

Dziękuję bardzo za uwagę. Zostaw po sobie ślad, będzie mi jeszcze milej widząc, że tu byłeś/aś. :)